Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Len. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Len. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 kwietnia 2015

20. część 2 " To wy się znacie?"


Yoh odetchnął z ulgą. Miał nadzieję, że skoro Kasumi mu odpowiedziała, to zrozumiała przekaz. Dzięki temu, w miarę należycie pożegna się z bratem, ale nikt nie zrozumie tego przekazu.  Czekała go już tylko awantura za nie przychodzenie do domu i wyjaśnienia: „Kto to był i co tu robił?”. Popatrzył po przyjaciołach, oczekując pytań, których powinni mieć całkiem pokaźną ilość. Mimo to, zaczęli rozchodzić się po domu. Wkrótce został na korytarzu sam na sam z Anną. „No nie, teraz to mi się dostanie. Anna mnie zabije!” myślał. Stało się jednak inaczej.  Podeszła do niego i przytuliła go. Potem walnęła, jednak większe wrażenie zrobił na nim uścisk. Był on krótki i nieśmiały. No i zaraz po nim nastąpiło siarczyste uderzenie w policzek. Zaskoczony spojrzał na Annę. Ta, z butą , smutkiem i zmęczeniem wypisanymi w oczach, powiedziała do niego:

- Jeszcze raz odstawisz coś takiego i nigdy nie pozbierasz się z treningami! – dostojnymi krokiem poszła na górę, a następnie udała się w swoim pokoju. Oparła się o zamknięte drzwi i zjechała na dół. Siedząc na podłodze, zaczęła się zastanawiać, co się z nią dzieje. „Dlaczego tak martwi się o Yoh? Jasne, jest jej narzeczonym oraz ma zostać Królem  Szamanów,  ale nigdy nie martwiła się tym gdzie jest, z kim jest… Kim była ta dziewczyna? Umie czytać w myślach… Poza tym, skąd się znają? Z turnieju? A może jeszcze wcześniej, zanim się poznali? Była bardzo ładna… A co jeżeli…? Nie! Ale dlaczego ja się tym tak martwię…?” Zasnęła.

***Len***

Dziewczyna szła za nim. Czuł się przez to nieco dziwnie. W sumie, nie wiedział dlaczego odprowadza ją do domu. Był zmęczony, śpiący, głodny i padnięty. Tak, on. Musiał szukać zagubionego szamana pod groźbą straty życia przed- i pogrobowego. Nie śpi od trzech dni, bo grał na kompie, a w dodatku prowadzi do domu nie znaną nikomu szamankę, które może chcieć ich wszystkich zabić podczas snu. Szli jednak dalej. On – wyglądający jakby mógł zabić każdego kto mu podejdzie pod nogi, ona – radosna i wyspana. Byli już na odpowiedniej ulicy. Podchodzili do furtki, gdy…

***Kasumi i Hao***


- Jesteście nie dobrzy! Jak tak można? W środku konwersacji… - marudziła Kasumi, co jakiś czas stękając, bo uderzała w kamień. Ani nie zwracała na to uwagi, tylko dalej ciągnęła ją po usianej złowrogimi szyszkami, złośliwymi kolcami i nieprzyjaznymi kamieniami. Leo tylko marudził pod nosem, że znowu w środku roboty kazano mu jakieś głupoty robić, a Morty czuł się winny, bo… No właśnie, nic złego nie zrobił. Ale czuł się winny. W obozowisku, Ani zamknęła dziewczynę w szafie i poszła coś zjeść.
Kasumi siedziała więc w koncie i emanowała mrokiem. Nagle, wpadła na genialny pomysł. Wezwała małego ognistego ducha, jakich to pełno przy ogniskach i innych takich, wypaliła niewielką dziurę w szafie i uciekła przez z nią. Traf chciał, że trafiła na Leo, który właśnie wracał do namiotu z kawałkiem ciasta i batonikiem. Przerażona zatrzymała się. On jednak, w całej swojej wspaniałomyślności, spojrzał na nią z politowaniem, dał batona i odszedł jak gdyby nigdy nic. Cicho szepnęła: „Dziękuje”, a on tylko podniósł rękę w geście: „nie ma za co”. Cichaczem wymknęła się do lasu, a potem skacząc po drzewach – do miejsca gdzie ostatnio widziała się z młodszym bratem. Siedział on na środku polany i był ogrywany przez Kashię w karty. Gdy tylko zobaczył siostrę, podbiegł do niej, potknął się, podbiegł znowu i zatrzymał się. Pełen ożywienia, zaczął wypytywać się o brata.
- Nie martw się, jeszcze żyje. – odparła na jego nie kończące się pytania.
- J-jak to jeszcze?!
- Trzy słowa. Nasza. Przyszła. Bratowa. – Odpowiedziała mu. Po chwili, zaczęła go pocieszać. Następnie, wraz z nimi, zaczęła grać w karty. Po kilku godzinach, zawiesiła się i szepnęła:
- Zabije mnie. Ani mnie zabije… - wstała szybko i próbowała uciec w stronę obozu, jednak nastolatkowie zatrzymali ją. Wyrzucili z niej o co jej chodziło oraz pocieszyli. W tym momencie, przypomniała ona sobie, że miała przekazać Hao wiadomość. Uszczęśliwiony nastolatek uśmiechnął się. Cała trójka szczęśliwa rozpoczęła kolejną partię gry. Radość jednak nie trwała długo, bo oto nagle na polanę wpadła Ani, ciągnąc za sobą nieszczęśliwego Leo.
- Gdzie. Ty. Jesteś! Masz szlaban! Się doigrałaś! – załapała ją za kołnierz i zaczęła wywlekać do lasu. Tym razem, Kasumi postanowiła stawiać opór.
- Nie! Ja tu jestem, no ten tego, potężna! O! Mogę was wszystkich w jednej chwili zabić lub zamienić w królikoryby!
- Masz do nas zbyt wielki sentyment, inaczej nie pozwalałabyś, żebyśmy za tobą łazili. – odezwał się Leo bezuczuciowym głosem. Kasumi zastanowiła się chwilę, wzięła oddech, jakby chciała coś jeszcze powiedzieć i przyznała mu rację. Po dobroci wróciła razem z nimi do obozu i żyła krótko i nieszczęśliwie zmywając po obiedzie. Nie koniec.
***Yoh***
Po, dość miernej jakości, skrzyczeniu przez Annę, Yoh wszedł do kuchni i zjadł kanapkę z szynką i serem. Napił się też wody i wdał w rozmowę z Choco pod tytułem: „Dlaczego nie powinieneś opowiadać nowego żartu przy Trey’u i Lenie oraz gdzie ten drugi się podziewa. W pewnym momencie Trey bardzo nie ładnie przerwał im rozmowę, więc Słuchawkowy szaman wszedł na górę. Tknięty przeczuciem, wszedł do pokoju Anny. Zobaczył ją skuloną obok drzwi. Podszedł do niej, wziął ją na ręce i włożył do łóżka, a następnie przykrył kołdrą. Kiedy wychodził, spotkał przy drzwiach Layserga.
- Musimy poważnie porozmawiać. – powiedział on. Yoh spojrzał na niego z trwogą. To on zobaczył, chyba, coś dziwnego.
- Kim była ta dziewczyna, która przybiegła za tobą? – zapytał, nie czekając na odpowiedź kolegi.
- To… Koleżanka. – odpowiedział Yoh.
- Jest… jakaś dziwna. Poczułem od niej jakąś dziwną  znajomą aurę… - zamilkł jednak nie drążył tematu

wtorek, 3 marca 2015

20. Kim ty, do diaska, jesteś?!



„Przed oczami mam ciemność. Muszę więc, znajdować się w ciemnym pokoju bądź zostałem przykryty jakimś czarnym materiałem. Słyszę niedaleko siebie głosy. Są one dziwnie przytłumione, przez co nie rozpoznawalne. Czyżbym był martwy, a nade mną stoją sprawcy mojego morderstwa? Co ostatniego pamiętam? Byłem na polanie, słyszałem głos Kasumi. Ale co dalej? Widziałem… pamiętam Yoh. Dwóch Yoh. Tak! Jeden z nich to był Hao, który próbował go zabić! Czyżby mu się udało? Jeśli tak, to dlaczego Kasumi go nie powstrzymała? Są w sojuszu? Nie… A jeśli? I jeżeli mnie zabili, to dlaczego nie jestem duchem? Pochłonięto mnie? A może jestem martwy, ale nie do końca? Tak, że da się mnie uratować? Dlaczego zostałem zabity? Widziałem za wiele, czy też… czy też co? Z jakiego innego powodu zlikwidowano mnie? ”

- Ale chłopak ma rozkminę, nie ma co. – powiedziała Kasumi patrząc na niskiego chłopaka – Widzicie coście zrobili? Nie wstyd wam? – z oburzeniem wpatrywała się w bliźniaków, którzy stali nieopodal ze spuszczonymi głowami z pełnymi skruchami minami. W końcu, jakby nie patrzeć, to ich wina. Postanawiając się nie narażać, poszli szukać czegoś do zjedzenia. Na szczęście, Hao wiedział gdzie jest tania budka z makaronem oraz gdzie znaleźć darmowe pieniądze. Pan sprzedawca bardzo się zdziwił, kiedy zobaczył, że jeden z jego ostatnio stałych klientów sprawił sobie klona. Nie zrażeni tym bliźniacy zakupili jedzenia dla pięciu osób i wrócili do miejsca, gdzie Kasumi bezskutecznie próbowała obudzić Morty’ego.  Podobno próbowała wszystkiego, od potrząsania do wylewania wody na głowę.  Yoh przez chwilę popatrzył na przyjaciela, zastanowił się i wpadła na rewelacyjny pomysł. Odchrząknął, wziął oddech i zawołał:

- Morty, wstawaj i pozmywaj naczynia! – chłopak natychmiast zerwał się na równe nogi rozglądając się w około zdezorientowany. Otóż trzeba wiedzieć, że Yoh niesamowicie dobrze potrafi naśladować głos swojej narzeczonej, więc biedny obudzony był pewny, że zawołała go Anna. Po chwili jednak oprzytomniał. Zauważył Yoh, który serdecznie się do niego uśmiechał, a nie co dalej – Yoh który był, delikatnie mówiąc, przerażony. Zamrugał kilka razy, za nim doszło do niego co widzi. Rozdziawił wówczas buzię i zaczął wyjmować swój breloczek-młot. Kasumi zorientowała się co chce zrobić podopieczny i szybko podbiegła, aby temu zapobiec. Kiedy do niego podbiegła, stuknęła go w głowę.

- Baka! Poczekałbyś chwilę aż byśmy ci wszystko wyjaśnili, ale nie! Zawsześ taki narwany? Krzywdę byś sobie zrobił! Pomyślałeś choć trochę?! Przypominam ci, że jesteś dopiero początkującym szamanem, a ja i Yoh mamy już jakieś doświadczenie! Ale nie, ty chcesz zginąć! Samą obroną moglibyśmy cię wykończyć! – krzyczała na niego dziewczyna. Chłopcy popatrzyli na siebie.

- Nigdy jej nie podpadać – powiedział Hao do swojego bliźniaka

- Tak – zgodził się Yoh i razem z bratem obserwował, jak ich siostra wyżywa się na jego przyjacielu.

- A-ale… to Zake… - próbował coś wtrącić młody szaman

- Żadnych ale! Nie przerywa się, kiedy ktoś na ciebie krzyczy! – Hao poszedł do niej i położył rękę na ramieniu. Morty nie był pewien, który to z braci, dopóki ten nie przemówił:

- Ej… Weź się tak na nim nie wyżywaj. Całe Tokio cię słyszy, a ja jednak wolałbym być nie słyszalny. Sama rozumiesz, mnóstwo osób chce mnie zabić. – uśmiechnął się, jak to tylko Asakurowie potrafią. Twarz dziewczyny złagodniała. Uśmiechnęła się, i zaczęła tłumaczyć protegowanemu całą historię. Ten z początku nie był przekonany, ale w końcu uwierzył. Na koniec, chciał uścisnąć rękę piromanowi, ale ten, przerażony, ukrył się za bratem. Morty musiał przez pięć minut przekonywać go, że naprawdę nie chce go zabić, by ten pozwolił się powitać. Nagle Yoh odniósł wrażenie, że musi szybko wrócić do domu. Powiedział o tym Kasumi, a ta tylko zawołała do Morty’ego, aby zabrał Hao do obozu i już ich nie było.

Większość osób było już w domu. Znaleźli nawet Horo, którego ktoś zostawił pod wycieraczką, bardzo uprzejmie przepraszając za jej zmoczenie.  Uprzejmi ludzie na tym świecie są. Jedyne co, nie było jeszcze Lena, Tamary i Yoh. Anna załamana obserwowała kłótnię Ryo i Trey’a o to, że zgubił różowowłosą wizjonerkę. W końcu krzyknęła, aby się wreszcie zamknęli  i pomyśleli o tym, jak znaleźć Yoh. Jako jedyny, na sensowny pomysł wpadł Horo:

-Ej… A może by tak zadzwonić na policję i zgłosić zaginięcie? – zapytał się. Wszyscy pokiwali głowami. Anna chwyciła za telefon i zadzwoniła. Po nie długiej chwili, pod budynek przyjechał wóz policyjny. W tym momencie, dziewczynie przyszło do głowy, że tego nie przemyśleli. Bo przecież prawo japońskie nie pozwala dzieciom mieszkać samym. A u nich, jakby nie patrzeć, jest tylko jeden dorosły i sześcioro dzieci. Anna więc dostała olśnienia i rozkazała:

- Ukryć się! Już! – wszyscy  ruszyli do szafy, aby się w niej ukryć, oprócz Layserga, który pobiegł na górę. W tym momencie rozległo się pukanie do drzwi. Przyszła narzeczona Yoh powoli je otworzyła.

- Dzień dobry, jestem konspirant Brzózka. Zostałem wezwany… Drogie dziecko, gdzie jest jakiś dorosły z którym mógłbym pogadać? – zapytał się Anny jakby miała 5 lat. Ta z trudem powstrzymała się, żeby go nie walnąć. Wzięła jednak głęboki oddech i powiedziała z lekka dziecięcym głosem:

- Rodziców nie ma w domu, bo wyjechali. Ale wcześniej powiedzieli, że jakbym miała jakiś problem, to żebym pytała pana policjanta – powiedziała, próbując zignorować ciche śmiechy z szafy.

- Och… Ale wiesz… Dzieci nie mogą zostawać same w domu. Będę musiał to zgłosić i zabrać cię do domu dziecka… - zauważył proszące spojrzenie dziewczyny – No dobrze, a jaki masz problem?

- No bo… - raczej nie mogła mu powiedzieć, że jej narzeczony zaginął, bo brzmiało by to dziwnie więc… - mój brat zniknął – w tym momencie z szafy rozległ się rumor  - To tylko szczury, niech się pan nie przejmuje. – odpowiedziała na nie zadane pytanie policjanta.

- No dobrze… Czy twój brat miał jakiś wrogów?  - Anna spojrzała się na niego jak na wariata. „I co ja mam mu niby powiedzieć?! Że tylko sprzymierzeńcy jego brata bliźniaka którego zabił, bo on chciał zabić jego oraz przy okazji całą ludzkość? Lepiej mówić, że nie”

- N-nie… - w tym momencie wbiegł Yoh. Zobaczył Annę i policjanta, przez co zrobił naprawdę głupią minę. Był jeszcze bardziej zdziwiony, gdy rzuciła się na niego Anna z okrzykiem: Braciszku~~! oraz szepnęła mu złowrogim tonem do ucha:

- Do póki ten gościu tu jest, jesteś moim bratem. Nie wygłup się. – nie zamierzał. Wiedział do czego wściekła Anna jest zdolna.

-No dobrze… Jak rozumiem, to jest twój zaginiony brat, tak? Świetnie, że się odnalazł, ale teraz muszę zadzwonić po waszych rodziców i na czas ich nieobecności zabrać was do Domu Dziecka.

- Ale dlaczego? – zdziwił się Yoh

- Bo nie możecie tu mieszkać bez opieki dorosłego! – zawołał zdenerwowany konspirant.

- No tak, ale przecież… - próbował coś powiedzieć

- Żadnych ale! – przerwał mu pan Brzózka.

- Ale ja przecież zniknąłem, bo mama zadzwoniła i poprosiła, żebym przyjechał po nią na lotnisko… - powiedział do zdezorientowanego policjanta. Zresztą jego domniemana siostra też była zszokowana.

- Co ty wyprawiasz. – syknęła cicho, ale ten pokazał jej ręką, że ma pewien plan. W tym też momencie drzwi otworzyły się i weszła… jego prawdziwa siostra. Jednak była ona przemieniona – wyglądała teraz na około trzydzieści lat.

- Ohayo! Eee… Kim pan jest? – zapytała zdziwiona mężczyzny. On też był zszokowany. Odpowiedział jej:

- Witam, jestem konspirant Brzózka i zostałem tu wezwany. Ta oto młoda dama zadzwoniła na policję w związku z tym, że zaginął jej brat, tu oto obecny… - końcówkę powiedział z mniejszym przekonaniem i lekkim zawstydzeniem, na szczęście, bo inaczej zobaczyłby on na twarzy Kasumi lekką złość wywołaną tym, że narzeczona jej brata podszywa się pod jego siostrę, czyli, de facto, ją, co było dość nie fajne.

- Ale ja tu jestem, ich  mama, oraz mój b… syn też tu jest, więc chyba wszystko w porządku?  - zapytał niewinnie.

- T-tak… Nie! Zostawiła ich pani sama i … - w tym momencie Kasumi  nie wytrzymała i  za pomocą lekkiego ruchu ręki, takiego, aby nikt nic nie zauważył, rzuciła na niego pewnego rodzaju urok. – co ja tak w ogóle tu robię? Lepiej będzie jak pójdę do domu – i wyszedł cały szczęśliwy. Kiedy tylko zatrzasnęły się drzwi, z szafy wylecieli szamani. Otrzepali się i zrobili wielkie oczy na widok nadal dorosłej dziewczyny. Ryo nie wytrzymał i wypowiedział swoją standardową formułkę. Kasumi zrobiła się czerwona i go walnęła, a Yoh zrobił się czerwony i go nie walnął. W końcu siostra zrobiła to za niego., więc po co ryzykować? Wszyscy wpatrywali się w dziewczynę, kiedy ze schodów zszedł Layserg. Wpatrywał się w nich wielkimi oczami, a przede wszystkim w tajemniczą, nowo przybyłą.

- Kim ty, do diaska, jesteś?! – zawołał. Kas pomyślała tylko : „Oj!”

*** w lesie gdzieś na obrzeżach Tokio***

Ren szedł sobie po lesie szukając Yoh. Oznaczało to, że ma iść i nie zasnąć. Ale jako że spanie jest dla słabych, nie było z tym większego problemu. Wtem, usłyszał krzyk oraz szaleńczy śmiech. I już wszystko jasne.

- Hahahahaha! Pewnie też jesteś uczennicą Zeka, co? Skoro nie zaprzeczasz to to musi być prawda! – zawołał… każdy wie kto, ale i tak napiszę: Marco. Stał on z pistoletem wycelowanym prosto w głowę dziewczyny.
- Przecież zaprzeczam, cały czas!  - krzyknęła przerażona widząc jednak, że to co mówi nie dociera do "dziwnego creepy zboczeńca", dziewczyna odepchnęła się rękami od  ziemi i w piękny sposób walnęła Wyrzutka w nos. Ten z wściekłością wypisaną na twarzy wyciągnął pistolet i strzelił. W tym momencie, Len zrobił coś całkiem nie zgodnego z prawami logiki. Wyskoczył i  za pomocą swojego Guan-Dao odbił kulę, a następnie w 3,72 sekundy pokonał złego pana w białym szlafroku. Tak, Marco, jako że była noc, był w szlafroku. Wyglądał przez to jeszcze bardziej idiotycznie, niż zazwyczaj, szczególnie, że pod czas walki z dziewczyną wiele razy wpadł w błoto. Len, po wykopaniu Wlasiacza w las, podszedł do dziewczyny i pomógł jej wstać. Popatrzyła na niego przerażona. Po ujrzeniu wielkiego Ducha jakim jest Bason, przestraszyła się jeszcze bardziej. Widząc jednak, że jest bezpieczna zapytała się:
-Czy wiesz może jak dotrzeć na ulicę Kocią 23? Bo trochę się zgubiłam - zapytała zażenowana. Chłopak odwrócił się i odchodząc zawołął:
-Tak, mieszkam nie daleko więc po prostu idź za mną.


***I znowu w willi Asakurów***

 - Kim ty, do diaska, jesteś!? – zawołał ponownie. Wszystkim chodziło to po głowie, ale nie byli tym aż tak zaaferowani. Siostra Yoh jednak była głucha na to i najzwyczajniej w świecie poszła do łazienki. Kiedy po dwóch minutach stamtąd wyszła, była już normalnego wzrostu i wyglądu. Miała też na sobie inne ubrania, tj. lniane, workowate spodnie i T-shirt w kolorach moro. Różniły się one dość znacznie od białej bluzki z guzikami, rajstop i dość krótkiej spódnicy, którą wcześniej, jako matka narzeczeństwa miała na sobie. Różniło się też obuwie, bo w tym momencie miała gołe stopy, jak przystało na dziecko z dziczy, a wcześniej miała na różowe pantofelki. Wszyscy mieli mocno zdumione miny, a Ryo się załamał, bo nie wiedział, czy opłaca musi się startować do niej jeszcze raz, czy też dostanie w głowę jak wcześniej. Spojrzała na nich z uśmiechem i usiadła na poręczy od schodów.  Wszyscy głośno zastanawiali się kim ona jest i co tu robi, Choco rzucił nawet jakimś żartem, a ona zachowywała się jak małe dziecko, kiwając nogami. Naraz, znieruchomiała, zdumiała się i zaśmiała. Spojrzała na Annę i powiedziała:

- Nie, nie jestem dzieckiem z dziczy. Chociaż w zasadzie… - udała, że się zamyśla – dobra, jestem dzieckiem z dziczy. W tym masz rację. Ale pozostałe twoje domysły są raczej błędne. – stwierdziła, na co wszyscy zamarli. Anna nie czego nie mówiła. Anna tylko pomyślała, a jak wiadomo, nie wiele osób w myślach czytać umie. Layserg już miał po raz kolejny zadać pytanie, kiedy przerwała mu Anna.

- Które są błędne? – zapytała chłodnym głosem, wpatrując jej się w oczy. Wyraz twarzy przepytywanej dziewczyny natychmiast się zmienił na poważny.

- Ponumeruj je jakoś, to ci powiem. – poczekała chwilę i zaczęła śmiać się naprawdę głośno. – numer czwarty jest naprawdę mocno błędny. Serio. –otarła wierzchem dłoni łzy z kącików oczu. Słyszała nawet jej westchnienie ulgi w jej umyśle. „Tak… ciesz się ciesz. Chociaż pomysł, że Yoh chciałby cię zostawić dla mnie… To chyba podchodzi pod kazirodztwo… A on cię przecież tak kocha…” myślała. Oczywiście wcześniej uniosła blokadę wokół swoich myśli, aby nikt, w tym Hao, nie mógł do nich zajrzeć. Już chciano zadać jej następne pytanie, gdy nagle drzwi się otworzyły. Za nimi stała wyraźnie wściekła dziewczyna, trochę za nią jakiś chłopak, a za nim – Morty. Kasumi zamarła, a przerażenie wpłynęło na jej twarz. Zrobiła się blada, a kiedy Ann podeszła do niej, szepnęła cicho:

- Ploszę, nie bij. – jednak blondynka nie przejęła się tym, walnęła ją w głowę i zaczęła wyciągać z domu. Porywana zaczęła szukać ratunku. W końcu spojrzała na chłopaka i zapytała:

- I ty, Leo, przeciwko mnie? – zrobiła udręczoną minę.

- Tak. Znowu nikomu nie powiedziałaś gdzie idziesz! Miałaś być tam gdzie miałaś być, a zamiast tego, chłopak przybiega do mnie zdezorientowany, bo nagle gdzieś zwiałaś! – chłopakiem o którym było mowa, był oczywiście Morty, który po kilku nie zręcznych chwilach sam na sam z Hao, zwiał do obozu. Został tam wypytany, czy widział ich Mistrzynię oraz zaciągnięty do byłego domu przez dwójkę nastolatków – jedną wściekłą, bo się o nią martwiła i jednego znudzonego całą sytuacją. Kasumi była już w zasadzie za drzwiami, kiedy Yoh nagle się przemógł i zawołał:

- Ej, Kas! Pozdrów ode mnie swojego brata! – ta na początku nie zrozumiała o co biega, ale po chwili załapała, że chodzi mu o Hao. Zawołała więc w odpowiedzi, nie pewna czy ją usłyszy:

- Spoko!



Przepraszam wszystkich za taką długą zwłokę. Oraz to, że wiele razy mówiłam, że coś będzie, a nie było. Komputer mi się psuje, więc tata mi go ciągle zabiera i naprawia. Ale teraz naprawdę, postaram się, aby rozdziały były częściej. Publikuje to, i biorę się za ucznia Haoksiężnika. Mam również nadzieję, że wam się podoba, bo pisałam to przez dwie i pół godziny. To coś ma pięć stron w Wordzie i 2312 wyrazów! Ach, i dedykuje wszystkim, którzy na to czekali. Serio chciałam to dodać 3 marca w międzynarodowy dzień pisarza, więc zmieniłam datę. Może się uda. Szczęśliwego dnia pisarza!

PS
A tak serio, jakby ktoś się zastanawiał, dlaczego tak długo nie pisałam, to jest prosty powód - Bleacha oglądałam. A obejrzenie ponad 200 odcinków (pół godziny każdy) w ciągu miesiąca, to nie jest normalne, więc... Ale to anime na serio bardzo wciąga. Bardzo...

piątek, 26 września 2014

14. Nie oczekiwany zwrot wydarzeń

Ohayo! Zapraszam na kolejny mózgopsuj! Pojawią się nowe postaci! Jej! Zapewne jakoś często być nie będą, ale jak zrobię zakładkę z bohaterami to i tak ich umieszczę. Ale mi się nie chce...
Hao: Komu dedykujesz?
Yyy... Wszystkim?
 
 
Patrzyli na siebie nie pewnie. W końcu rozstali się w takich okolicznościach… Nie dziwne, że czuli się nie swojo. Przecież nie tak dawno byli największymi wrogami…

- No to... Ymm… Chyba należą ci się wyjaśnienia…- mruknął Hao pod nosem. Yoh, który siedział obok niego usłyszał to, ale był zbyt zajęty myśleniem. W końcu wydusił z siebie.

- Pewnie tak… Chciałbym wiedzieć co się stało… - ciągle jeszcze nie był pewien czy może mu zaufać. Pragnął mieć brata, ale boi się, że coś zepsuje. Jak powinni zachowywać się bracia?! Na ile można sobie pozwolić? A jeżeli się obrazi? Odwróci się ode mnie? Nie wiedział, że na pobliskim drzewie brunetka zrobiła klasycznego faceplame. „Jak oni mogą być tak nie pewni w stosunku do siebie?!? Chyba, że to przeze mnie… Nie! Na pewno nie! A co jeżeli…?” Starszy z braci również to usłyszał.

- Nigdy się od ciebie nie odwrócę… - wyszeptał cicho. Rozumiał jego nie pewność. W końcu sam zwlekał i pewnie nadal zwlekałby na to spotkanie, gdyby nie ten przypadek. Ale… Co jeżeli on mnie nie polubi? Co jeśli tak, a przodek wróci, by mnie opętać? Może to test? Jak będę postępować według jego nauk, to zostawi mnie w spokoju, a jak nie – to nie? I przede wszystkim. Czy pozwoliłbym się znowu opętać? Przecież jestem już silniejszy niż jako niemowlę…

- Ej… To opowiesz mi co się stało…? – Zapytał chłopak w słuchawkach. Jego brat spojrzał na niego.

- Ech… No więc… I jeszcze no… A no… - Widać było że nie może wysłowić.

- No dobra… Weź głęboooki wdech i dokładnie przemyśl co chcesz powiedzieć. – przerwał mu Yoh poradą. Ten spojrzał na niego krytycznie. W końcu jednak zaczął mówić:

- No dobra… Więc, ja jestem Hao Asakura, twój brat bliźniak. Przez ostatnie 14 lat mieszkałem w swoim ciele w raz z Zeke’iem. Ty mnie przedziurawiłeś na pół, ktoś mnie uratował i wszystko jest cacy stuk stuk. Przez ostatnie tygodnie mieszkałem sobie z Kashią, która zapewne nie długo się pojawi.  Czy jest coś jeszcze o czym chciałbyś wiedzieć? – powiedział z szybkością karabinu maszynowego. Jego rozmówca tylko się uśmiechnął tym swoim uśmiechem, i rzekł

- Tak, bardzo dużo, ale nie teraz.  Może potem… - usiedli oparci o drzewo. Zaczęli rozmawiać o czymkolwiek i śmiać się z czegokolwiek. Czyżby nastały lepsze czasy…?

***Morty***

Dlaczego w obozowisku jest tal cicho? Gdzie się podziała Kasumi?! I… Dlaczego biegnie do mnie Opacho?!

- Ty jesteś Morty! Masz iść za Opicho! – Zawołało dziecko i pobiegło. Chłopiec stał zadziwiony na środku pola. W końcu ktoś się nad nim zlitował. Był to ten chłopak, co pomógł mu nieść rzeczy, oraz przemówił na kolacji. Miał na imię Leo. Spojrzał na zdezorientowanego młodzieńca i rzekł:

- Hah… Chodź, może jeszcze ją dogonimy… Trzeba by ci wytłumaczyć parę rzeczy, co nie mały?

- Mam 13 lat! Nie jestem mały, tylko drobnej budowy, no! – wkurzył się. Co oni wszyscy mają do jego wzrostu! Ten spojrzał na niego i wzruszył ramionami, a następnie ruszył przed siebie. We dwójkę szli, aż doszli do drzewa. Tylko gdzie to dziecko?

- Eee… Gdzie on jest? – zapytał rozkojarzony

- Nie on, tylko ona i to ty masz ją znaleźć. Zobaczymy jak sobie poradzisz – uśmiechnął się i zniknął. Zdezorientowany popatrzył dookoła. Naraz wpadł na pomysł. Wyjął z kieszeni kurtki batonika.

- Ej! Jak się pokarzesz, to dam ci batonika! Albo ciasteczko! Co tylko chcesz! – wołał. Z drzewa wyskoczył mały jasno-brązowo ciemno-brązowy kotek. Popatrzył na niego i stanął na tylnych łapkach. – Miał!!! – Morty spojrzał na niego jak na kosmitę.  Po chwili kot przemienił się w małą ciemnoskórą dziewczynkę (nie będę dawała obrazka, bo przecież wygląda jak Opacho -,-)

- Daj~~ Opicho chcieć! – jeszcze chwila i zaczęła by płakać, więc szybko dał jej herbatnika.

- Cze-ko-la-da! Opicho woli cze-ko-la-dę! – Morty wahał się przez chwilę. Naglę z drzewa zeskoczył jeszcze jeden kot. Zamienił się w dziewczynę o czarnych włosach średniej długości. Zaśmiała się.

- Nie wolno ci jeść czekolady! A ty całkiem nieźle sobie poradziłeś! Wybacz ale zawsze testujemy nowych. –dodała ze skruchą – Ale nawet nie proponuj jej czekolady. Dopóki Kas jej nie da, nie wolno jej. Ale z chęcią zje herbatniki, prawda? – mówiła dźwięcznym głosem

- Opicho chce! – wdrapała się na dziewczynę. Ta znowu się zaśmiała.                                                               

- Jestem Annabel, ale wszyscy mówią na mnie Ani.

- Cześć Ani… Jestem Morty. – powiedział.

- Chodźmy do obozu, trzeba cię w końcu w parę rzeczy wtajemniczyć^^”- rzekła i ruszyli

***dom Anny i Yoh***

-C-co się przed chwilą stało? – zapytał zdezorientowany Horo.

- J-ja nie wiem… Był tu Morty i chyba… strasznie się z niego śmieliśmy… - przyznał Ren

- Nie! Śmieliście się z mojego żartu! – krzyknął komik, ale nikt go nie słuchał.

- O-on… on się wyprowadził… - szepnęła Anna – mówił że będzie szamanem, a my się z niego

  śmieliśmy… Czułam się dziwnie…

- Mój nie doszły protegowany!!! -  zaczął rozpaczać Rio. Nastał wielki rozgardiasz. Nikt nie zauważył

niskiej dziewczynki, która była na szafie. Uśmiechnęła się i zmieniła w kota, a następnie między

nogami zdezorientowanych szamanów uciekła do obozu…

***na polanie***

- Hao… Zaraz zasnę… Opowiedz mi o czymś… - narzekał Yoh oparty o jego ramię.

- Dobrze, ale co? Opowiedziałem ci połowę mojego życia! – krzyknął jego brat

- No to opowiedz mi o  naszych narodzinach^^” – uśmiechnął się – jeżeli oczywiście pamiętasz…

- Jasne! No więc, urodziłem się duch Zeka wpadł we mnie i zacząłem płakać. W sekundę wytłumaczył

 mi sytuacje i obronił Duchem Ognia. Poprosiłem go, żeby powiedział Ci, żebyś się nie martwił i

wszystko będzie dobrze. Już wtedy czułem się starszym bratem! – dostał kuksańca – Ale, że jeszcze

nie żyłeś, trzeba było powtórzyć to naszym… r-rodzicom… i nie wiem czy to oni, czy Zeke zmienił to co

chciałem powiedzieć… - dokończył. Wtedy z gałęzi drzewa, przyczepiona do gałęzi, pojawiła się

Kasumi. Była w kucki do góry nogami i miała złożone ręce na piersi.

- Jak zwykle! Dlaczego nikt nie mówi o moich narodzinach! – krzyknęła obrażona.

- Przepraszam, ale  o co ci chodzi?!? I czemu podsłuchujesz! – pieklił się Hao

- Kto to? – zapytał niewinnie Yoh przekrzywiając głowę w bok.

- Ech… - pomasowała sobie skroń – Jestem waszą siostrą!!!
 
 
Hao: Znowu psujesz ludziom logikę==
Ale to było chyba oczywiste! A nie...? Dobra postacie:
 
                                                                     To jest Ani.
To być Leo. Szukałam jakiegoś w miarę czegoś przez prawie dwie godziny ;-;
 PS Bardzo dobrze, Will, ze nakarmiłaś moje ryby, bo inaczej były by głodne ;-;

czwartek, 21 sierpnia 2014

Uczeń Haoksiężnika-1. Przepowiednia pierwsza


Ledwie zdążyłem. Już mój „ukochany” brat miał przeciąć mnie na pół, ale zdążyłem się przeleportować w bezpieczne miejsce. Gdziekolwiek ono było.  Dookoła rozciągał się las i pola. Nie daleko była topola. Siedział pod nią mały chłopiec. Był chudy, miał czarne włosy i oczy. Miał przerażoną minę. Patrzył się nie tyle na mnie, co raczej na to co spadłem. Zapewne kolejny nic nie warty człowiek, którego szybko się pozbędę. Wolę jednak upewnić się dlaczego się tak przestraszył.

- Co ci się stało? Czemu się przestraszyłeś? – zacząłem podchodzić do dziecka. Wycofywało się aż wreszcie upadło.  Kiedy byłem już blisko, skulił się i zasłonił twarz rękami. Osłupiałem. Niewielu ludzi rozumie, że zaraz spalę ich na popiół, a ci co wiedzą –uciekają. Malec spojrzał na mnie.

- Ja nie chcę do lochów! Nic nie zrobiłem złego! To nie prawda, co mówi mój brat!

- Uspokój się! Nikt nie będzie cię zabierać do żadnych lochów. Opowiedz co się stało. – Nie wiem czemu, ale od zawsze mam jakieś takie większe pokłady empatii dla dzieci. Chłopiec wziął oddech.

- Więc tak. Ja zajmuję się tym fragmentem pola. Każdy w naszej wiosce ma obowiązek pracować i składać daninę wielkiemu Czarnoksiężnikowi. Każdy kto zachowuje się nie poprawnie, idzie do lochów. Nigdy nie wraca. A Astref, ten mag ma coś do mojej rodziny. A ty pojawiłeś się  na środku mojego małego drzewka którym się opiekuję. – mówił przez łzy – więc uznałem, że jesteś jednym z magów których wysyła po ludzi. Mama bardzo by tego nie chciała, bo jakaś przepowiednia coś mówi. – nie słuchałem go. Podszedłem do małej rośliny i ująłem ją w dłonie. Posiadam przecież moc ziemi, co nie? Po chwili drzewko ozdrowiało. Chłopiec wpatrywał się we mnie z mieszaniną strachu i zachwytu. Uśmiechnąłem się do niego. Polubiłem go. Jego myśli potwierdziły mi to o czym myślałem wcześniej. Mieszka tak daleko od cywilizacji, że najgorsze co robią dla natury, to mycie ubrań w rzece mydłem z tłuszczu. Ta wioska w niczym nie zagraża naturze. Może jak zostanę Królem Szamanów, to zostawię tego typu ludzi. A ten mag… może być niebezpieczny. Pozbędę się go. Tak tylko żeby nie wyjść z wprawy. Nie może być jakiś bardzo potężny, bo nigdy nie słyszałem jego imienia.

- Jestem Hao, a ty? – spojrzał na mnie z zaskoczeniem.

- To ty nie jesteś dziewczyną!?! – zagotowało się we mnie. Naraz zobaczyłem, że dzieciak się śmieje.

- Dobra, wiedziałem, że jesteś chłopcem. Jestem Milo –wystawił przede mnie rękę, którą uścisnąłem. – Choć, zaprowadzę cię do domu. –ruszyłem pociągany za rękę. Był ciekawą osobą. Skąd wiedział, że nic mu nie zrobię? Czyżby…? Zatrzymał się i spojrzał na mnie.

- Widać nie tylko ja jestem przeklęty. Ty też dostałeś Dar Widzenia Umysłów? – pokiwałem głową. Nie sądziłem, że kiedyś mi się to przyda, ale wzmocniłem blokadę. Skoro chłopak posiada reishi, to znaczy, że jest albo moim, albo Anny krewnym. Jeszcze tylko jeden ród miał tę umiejętność, ale jestem pewien, że zostali wybici.

*** *** ***

Nareszcie! Po tej długiej podróży, w samolocie Lena, jestem padnięty. Poszedłem do kuchni. I o zgrozo, usłyszałem jej myśli! Cichutko co prawda, ale to było przerażające! Odwróciła się szybko. Musiała usłyszeć, że usłyszałem jej myśli. Przez chwilę toczyliśmy niemą dyskusję. Wyszło na to, że skoro Hao umarł, a aj jestem jego bratem, to Reishi na mnie przeszło. Zbudowałem szybko mur dookoła siebie, by nie słyszeć myśli innych osób. Nagle słychać było łomot. Len zawołał:

- Ała! Żelazko na mnie spadło! – wszyscy się zaśmieliśmy

*** *** ***

Rozejrzałem się dookoła i zobaczyłem małą chatę. Wpadliśmy do niej. Wszyscy się na nas gapili. Jakiś chłopak powiedział.

- No cóż, mały spodziewaliśmy się, że kiedyś przyprowadzisz dziewczynę do domu, ale tak szybko? Mimo wszystko, dzięki tobie dostanę szklankę miodu, bo założyliśmy się kto szybciej znajdzie dziewczynę, ty czy Alfred! – zaśmiał się wskazując na może dwudziestoletniego chłopaka.

- Muszę cię zmartwić Luis, ale nie wygrałeś. A ty Stan przestań robić takie słodkie oczy, bo to chłopak! – CO?!?! – zachowują się jak przyjaciele mojego brata, jak do wiedzieli się, że jesteśmy braćmi. Pod świadomie, pomyślałem to tak aby Milo to usłyszał, czy też zobaczył. Spojrzał na mnie przelotnie i się uśmiechnął. Następnie poprowadził mnie do jakiejś dziwnej izby. Trochę przypominała moją starą, dobrą kapliczkę. Tylko na mniejszą skale. Przecież rodzinka zrobiła mi kaplicę trzy razy większą od tej całej chatki! Chłopiec zaskoczony spojrzał na mnie. „Jakim cudem i dlaczego zrobiono mu kaplicę?”

- Kiedyś się dowiesz. – uśmiechnąłem się. Podoba mi się ta wioska. Przyjemnie tu. Do pokoju weszły cztery kobiety. Zapewne, prababcia, babcia, matka i siostra. Zaraz za nimi wbiegła zapewne młodsza siostra, chłopca. Popatrzyły na mnie i blondynka, jego siostra, głuchym głosem rzekła.

- Tyś który przybył tu w ten dzień

I choć zniszczyłeś drzewo aż po rdzeń,

Uleczyłeś świętą magią natury,

Ty najsilniejszy jest szaman który,

Asakurów majątek dziedziczy,

Choć wychowywałeś się w dziczy,

I choć jesteś trzeci raz urodzony

Toś za każdym razem nienawidzony.

Pewny swego celu brutalnego,

Każdą śmiercią zwiększasz swe ego.

Znasz tylko tych co zło czynią,

Ale wiedz, że ludzie też śnią,

O świecie bez wad i brudu,

Lecz aby dokonać tego cudu,

Potrzeba silnej duszy,

Która to wszystko ruszy.

Trzej bracia, co się nie znają,

W szeregu nagle staną,

I świat cudowny będzie,

A wieść się rozejdzie,

Że najmłodszy królem będzie.

Nastała cisza. Wszyscy patrzyli na mnie. Milo próbował się ze mną porozumieć, żebym mu wytłumaczył, zaprzeczył, cokolwiek. A jednak, ja go ignorowałem. W końcu powiedziałem;

- To miło, ale najpierw zamierzam się rozprawić z tym gościem co was straszy.

- Dobrze. Chłopcze zaprowadź naszego gościa do pokoju gościnnego. –powiedziała stara kobieta. Młody skinął głową i zaprowadził mnie do pokoju. Pewnie czeka mnie sporo wyjaśnień.
 To coś gdyby było lepsze to bym zadedykowała to Miki, która przekonała mnie, abym coś jednak napisała. Zwykłej notki, możecie się spodziewać niedługo.
Len: Jednak naprawdę walnęłaś mnie żelazkiem T-T
Miałam na ciebie zrzucić dach, więc nie marudź.
Len: -,-
Aha i jeszcze taka sprawa. Ma ktoś pomysł, jakiego Ducha Stróża może mieć Kashia? Nie umiem tego wymyśleć T-T Znaczy jakieś tam duchy mam na zbyciu, ale potrzebuję takiego głównego.

niedziela, 18 maja 2014

5 Walka i wątpliwość

Ohayo! Cóż najpierw chcę bardzo podziękować Spokoyoh za to że napisała komentarz. Bardzo dłuugi komentarz (jak go zobaczyła to się popłakała ze szczęścia-dop. hao)  Twój komentarz bardzo mnie ucieszył. Postarałam się zrobić przecinki. Sama oceń jak mi poszło. Osobiście uważam że tragicznie, bo nie umiałam się do tego wziąć. więc... niech stanie się notka:


Z nastaniem ranka Hao wstał i odszedł nie zważając na ponury wzrok Kashi. Przeszedł spory kawałek więc postanowił odpocząć pod drzewem. Ostatnio całe foryoku zużywa na samoleczenie się. Nie wiedział, że kawałek dalej w krzakach obserwuje go jego szamańska koleżanka, która naprawdę nie wiedziała po co to robi.
*** *** ***

Młodszy syn Mikihisy  siedział w barze i jadł cheeseburgera  z kolegami. Nagle bardzo się zaniepokoił. Było to bardzo dziwne uczucie i w dodatku nie przyjemne. Spróbował nie zwracać na nie uwagi. W pewnym momencie wstał i usiadł. Horo Horo spojrzał na niego dziwnie. Martwił się o przyjaciela. Ostatniej nocy mało spał i w dodatku nie dojadł wczoraj kolacji. A biedny Rio się postarał. Bidulek nie spał przez całą noc czytając książki kucharskie. Jednak dziś ma być coś dobrego na kolacje. Zawsze jego jedzenie jest pyszne, ale w nocy wspominał coś o 20 daniach i 3 warstwowym torcie.
- Halo! Lodowy szajbusie?! Ziemia do ciebie! Jak zaraz się nie ruszymy to będziemy bardziej niż zabici!- zawołał Len do zamyślonego szamana. Ten, gdy tylko to usłyszał, zaraz pobiegł odwdzięczyć się za te „miłe” słowa. Całą gromadką pobiegli więc na maraton dookoła Tokio. Yoh jednak zachowywał się normalnie, ale tylko na pierwszy rzut oka. Próbował ukryć przed przyjaciółmi swój smutek. Wiedział że nie zrozumieją jego bólu, ponieważ uważali go za bohatera i nie chcieliby, aby był smutny. Jednak on się obwiniał. Len i Choco choć zabijali, to jednak się zmienili. Nie mógł tego powiedzieć o sobie. W końcu był mordercą i to własnego brata. Nie próbował go zrozumieć, ani nawet wysłuchać. Wszystko działo się tak szybko. Kiedy został uwięziony w tej złotej klatce, przez X-Laws, myślał, że może naprawdę mu na nim zależy. Teraz w dodatku kiedy dowiedział się, że Hao był opętany przez przodka, nie potrafił sobie tym bardziej wybaczyć. Był głupi i arogancki. Ile on by dał za to, aby móc się cofnąć w czasie i mu pomóc. Albo choćby opatrzyć. Teraz było już za późno. „A może jednak nie? To nie jest niemożliwe!” usłyszał dźwięczny głos w swojej głowie. Brzmiał znajomo, ale nie wiedział kiedy go ostatnio słyszał. Rozmyślając nad tym i nad innymi rzeczami, dotarł do domu. Nie mógł się doczekać tej wielkiej kolacji od Rio. Nie wiedział jednak, że przez ten cały czas przyglądał mu się pewien kot.

Chłopak spał. Tak po prostu. Ja jednak musiałam go pilnować. Czułam że to ważne. Usłyszałam czyjeś głosy. I właśnie wtedy w mojej głowie rozległ się dziewczęcy głos: „Zabierz chłopaka z polany jeśli chcesz, żeby żył. Zaraz wejdzie tu grupa pacanów, którzy chcą go zabić. Pośpiesz się.” Natychmiast wykonałam czynność o którą prosił głos. Kiedy podchodziłam już do niego, z lasu wyszła grupa ludzi. Byli w białych uniformach z napisem…yyy… awls? Wlas? Laws? Pojęcia nie mam. Gdy zobaczyli kto leży pod drzewem, gościu w za dużych okularach, uśmiechnął się. Wyjął pistolet i dopiero mnie zauważył. Ja uśmiechnęłam się i rzekłam:

- Czy mógłby się pan odsunąć? Światło mi pan zasłania. - zdziwił się, ale powiedział

- Czy ty masz pojęcie do kogo mówisz i kogo bronisz? To morderca! – teraz ja byłam zdziwiona.

-Czy ja kogoś bronię? Powiedziałam że mi zasłaniasz słońce! –gdy rozmawialiśmy, zauważyłam że do chłopaka podchodzi kot. Naraz odezwała się wielkolud z krótkimi włosami.

- Przecież to Hao Asakura! Jeśli nie jesteś przeciwko jemu, to jesteś z nim!

- Aroganci. Nie zauważacie kilku rzeczy. Tu go nie ma!- odezwała się dziewczyna z długimi włosami która stała za mną, więc jej nie zauważyłam wcześniej. Odwróciłam się i przerażona spostrzegłam że chłopaka nie ma. Nie wierzyłam że to Hao, ponieważ nie pasował do ogólnego wyobrażenia o nim. Jednak to co zdarzyło się w Gwiezdnym Sanktuarium… to naprawdę mógł być on!

Nie zmieniało to faktu że nie wiedziałam gdzie on jest. Usłyszałam jednak znowu w myślach. „nie martw się. On jest bezpieczny. Jutro rano pojawi się pod twoim szałasem.” Wlasiacze jednak usłyszeli tylko:

- Jesteście tak głupi i nie rozsądni, że aż przechodzi to moje pojęcie. A jest ono naprawdę duże!

- Głupia małolato! Jeżeli obrażasz X-Laws, to obrażasz też sprawiedliwość! Walcz jeżeli potrafisz!- dziewczę odwróciło się ze złowrogim wzrokiem. Zgięło palce w pięść i szybko rozprostowała. Dziwacy polecieli w las. Blondyn walnął w drzewo i zemdlał. Dziewczyna odeszła mówiąc:

- I jeszcze jedno Kashia. Jak byś mnie szukała to głośno zawołaj w myślach „Kasumi!!!” i myśl o tym co widzisz. Miło by było gdybyś pomyślała co jest twoim zagrożeniem- i jeszcze mruknęła pod nosem – Kolejna osoba do pilnowania. Żądam stanowczej podwyżki. KiD idziemy! – i bladoniebieska kulka poleciała za nią. Kiedy wyrzucała cudaków w powietrze nie potrzebowała wykonywać kontroli ducha. To było naprawdę podejrzane.
Udało się! Półtora strony! Mój rekord! Mogłoby być częściej lub dłużej ale... weny brak. Nie długo dojdę do tego fajnego momentu kiedy to powiem "no zakładam nowego bloga na którym będzie napisane więcej o historii kasumi" ale najpierw musi się wydarzyć sporo rzeczy no i jeszcze trzeba annę wkurzyć i przyczepę posadzić... no już zakaz spojlerów. A jak Hao się wygadasz "bardzo groźny look w stronę Hao" to naprawdę... zostaniesz zamknięty pod łóżkiem.

wtorek, 29 kwietnia 2014

1 Zagubiony

Yoh obudził się i zobaczył pole pełne ciał. Przerażony podbiegł do pierwszej lepszej osoby, którą okazała się być Anna. Pod wpływem jego dotyku wstała i przez chwilę stykali się głowami. Po chwili z lekka zawstydzeni odeszli budzić resztę. Gdy większość była już obudzona, chłopak po prostu poszedł do domu. Przyjaciele długo go szukali i nawet Amidamaru miał kłopoty ze znalezieniem go. W końcu Anna powiedziała żeby dali spokój i poszli do domu. Gdy wchodzili zobaczyli jak ich przyjaciel właśnie wychodzi. Zaraz rzucili się na niego z pytaniem gdzie był? Ale on tylko spojrzał na nich swoimi wielkimi brązowymi i smutnymi oczami. Len gdy to zobaczył zatrzymał się, a Trey, Morty i Ryo wpadli na niego.
- Jak leziesz ostro głowy!-krzyczał ten pierwszy. Ten jednak nie odpowiedział. Anna podeszła do niego i z naganną w głosie powiedziała:
- Daj mu trochę czasu. Jest bardzo smutny. Wiesz jak bardzo nie lubi przemocy. Nie daruje sobie jeśli Hao umarł, a jeżeli Zeke nadal żyje będzie musiał go pokonać.
- Nie rozumiem. Jak ten gościu ma na imię?- zapytał snowboardzista
- Eh…-  westchnęła dziewczyna – Zeke jest jego przodkiem i jego duch wszedł w niemowlę którego imię miało brzmieć Hao. Nie słuchałeś jak wam to tłumaczyłam z miesiąc temu?! Wiesz wtedy kiedy wasz przyjaciel był z wrogiem na kawie.
Długowłosy chłopak obudził się akurat wtedy gdy jego wybawczyni uciekła. Widział tylko jak długie ciemne włosy znikały za drzewem.
Młodszy Asakura siedział pod drzewem i myślał. Był smutny i przygnębiony. Po raz pierwszy pomyślał że nie wszystko będzie „dobrze”. Choć Hao chciał go wchłonąć to i tak czuł że należy mu się szansa. Mógłby go pokochać. Ale on teraz nie żył. Choć… zawsze jest szansa że nie był w pełni pewny czy jego serce jest przekonane o tym że chce go zniszczyć. Więc jest nadzieja. A do póki jest nadzieja wszystko może być dobrze…
 
 
 
Mam nadzieje że się podoba :)
tutaj macie link do braci na kawie ;) :
lepiej oczywiście przeczytać wszystko albo chociażby poprzednie kilka rozdziałów aby zrozumieć absurdalność tego :)