Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Horo Horo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Horo Horo. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 kwietnia 2015

20. część 2 " To wy się znacie?"


Yoh odetchnął z ulgą. Miał nadzieję, że skoro Kasumi mu odpowiedziała, to zrozumiała przekaz. Dzięki temu, w miarę należycie pożegna się z bratem, ale nikt nie zrozumie tego przekazu.  Czekała go już tylko awantura za nie przychodzenie do domu i wyjaśnienia: „Kto to był i co tu robił?”. Popatrzył po przyjaciołach, oczekując pytań, których powinni mieć całkiem pokaźną ilość. Mimo to, zaczęli rozchodzić się po domu. Wkrótce został na korytarzu sam na sam z Anną. „No nie, teraz to mi się dostanie. Anna mnie zabije!” myślał. Stało się jednak inaczej.  Podeszła do niego i przytuliła go. Potem walnęła, jednak większe wrażenie zrobił na nim uścisk. Był on krótki i nieśmiały. No i zaraz po nim nastąpiło siarczyste uderzenie w policzek. Zaskoczony spojrzał na Annę. Ta, z butą , smutkiem i zmęczeniem wypisanymi w oczach, powiedziała do niego:

- Jeszcze raz odstawisz coś takiego i nigdy nie pozbierasz się z treningami! – dostojnymi krokiem poszła na górę, a następnie udała się w swoim pokoju. Oparła się o zamknięte drzwi i zjechała na dół. Siedząc na podłodze, zaczęła się zastanawiać, co się z nią dzieje. „Dlaczego tak martwi się o Yoh? Jasne, jest jej narzeczonym oraz ma zostać Królem  Szamanów,  ale nigdy nie martwiła się tym gdzie jest, z kim jest… Kim była ta dziewczyna? Umie czytać w myślach… Poza tym, skąd się znają? Z turnieju? A może jeszcze wcześniej, zanim się poznali? Była bardzo ładna… A co jeżeli…? Nie! Ale dlaczego ja się tym tak martwię…?” Zasnęła.

***Len***

Dziewczyna szła za nim. Czuł się przez to nieco dziwnie. W sumie, nie wiedział dlaczego odprowadza ją do domu. Był zmęczony, śpiący, głodny i padnięty. Tak, on. Musiał szukać zagubionego szamana pod groźbą straty życia przed- i pogrobowego. Nie śpi od trzech dni, bo grał na kompie, a w dodatku prowadzi do domu nie znaną nikomu szamankę, które może chcieć ich wszystkich zabić podczas snu. Szli jednak dalej. On – wyglądający jakby mógł zabić każdego kto mu podejdzie pod nogi, ona – radosna i wyspana. Byli już na odpowiedniej ulicy. Podchodzili do furtki, gdy…

***Kasumi i Hao***


- Jesteście nie dobrzy! Jak tak można? W środku konwersacji… - marudziła Kasumi, co jakiś czas stękając, bo uderzała w kamień. Ani nie zwracała na to uwagi, tylko dalej ciągnęła ją po usianej złowrogimi szyszkami, złośliwymi kolcami i nieprzyjaznymi kamieniami. Leo tylko marudził pod nosem, że znowu w środku roboty kazano mu jakieś głupoty robić, a Morty czuł się winny, bo… No właśnie, nic złego nie zrobił. Ale czuł się winny. W obozowisku, Ani zamknęła dziewczynę w szafie i poszła coś zjeść.
Kasumi siedziała więc w koncie i emanowała mrokiem. Nagle, wpadła na genialny pomysł. Wezwała małego ognistego ducha, jakich to pełno przy ogniskach i innych takich, wypaliła niewielką dziurę w szafie i uciekła przez z nią. Traf chciał, że trafiła na Leo, który właśnie wracał do namiotu z kawałkiem ciasta i batonikiem. Przerażona zatrzymała się. On jednak, w całej swojej wspaniałomyślności, spojrzał na nią z politowaniem, dał batona i odszedł jak gdyby nigdy nic. Cicho szepnęła: „Dziękuje”, a on tylko podniósł rękę w geście: „nie ma za co”. Cichaczem wymknęła się do lasu, a potem skacząc po drzewach – do miejsca gdzie ostatnio widziała się z młodszym bratem. Siedział on na środku polany i był ogrywany przez Kashię w karty. Gdy tylko zobaczył siostrę, podbiegł do niej, potknął się, podbiegł znowu i zatrzymał się. Pełen ożywienia, zaczął wypytywać się o brata.
- Nie martw się, jeszcze żyje. – odparła na jego nie kończące się pytania.
- J-jak to jeszcze?!
- Trzy słowa. Nasza. Przyszła. Bratowa. – Odpowiedziała mu. Po chwili, zaczęła go pocieszać. Następnie, wraz z nimi, zaczęła grać w karty. Po kilku godzinach, zawiesiła się i szepnęła:
- Zabije mnie. Ani mnie zabije… - wstała szybko i próbowała uciec w stronę obozu, jednak nastolatkowie zatrzymali ją. Wyrzucili z niej o co jej chodziło oraz pocieszyli. W tym momencie, przypomniała ona sobie, że miała przekazać Hao wiadomość. Uszczęśliwiony nastolatek uśmiechnął się. Cała trójka szczęśliwa rozpoczęła kolejną partię gry. Radość jednak nie trwała długo, bo oto nagle na polanę wpadła Ani, ciągnąc za sobą nieszczęśliwego Leo.
- Gdzie. Ty. Jesteś! Masz szlaban! Się doigrałaś! – załapała ją za kołnierz i zaczęła wywlekać do lasu. Tym razem, Kasumi postanowiła stawiać opór.
- Nie! Ja tu jestem, no ten tego, potężna! O! Mogę was wszystkich w jednej chwili zabić lub zamienić w królikoryby!
- Masz do nas zbyt wielki sentyment, inaczej nie pozwalałabyś, żebyśmy za tobą łazili. – odezwał się Leo bezuczuciowym głosem. Kasumi zastanowiła się chwilę, wzięła oddech, jakby chciała coś jeszcze powiedzieć i przyznała mu rację. Po dobroci wróciła razem z nimi do obozu i żyła krótko i nieszczęśliwie zmywając po obiedzie. Nie koniec.
***Yoh***
Po, dość miernej jakości, skrzyczeniu przez Annę, Yoh wszedł do kuchni i zjadł kanapkę z szynką i serem. Napił się też wody i wdał w rozmowę z Choco pod tytułem: „Dlaczego nie powinieneś opowiadać nowego żartu przy Trey’u i Lenie oraz gdzie ten drugi się podziewa. W pewnym momencie Trey bardzo nie ładnie przerwał im rozmowę, więc Słuchawkowy szaman wszedł na górę. Tknięty przeczuciem, wszedł do pokoju Anny. Zobaczył ją skuloną obok drzwi. Podszedł do niej, wziął ją na ręce i włożył do łóżka, a następnie przykrył kołdrą. Kiedy wychodził, spotkał przy drzwiach Layserga.
- Musimy poważnie porozmawiać. – powiedział on. Yoh spojrzał na niego z trwogą. To on zobaczył, chyba, coś dziwnego.
- Kim była ta dziewczyna, która przybiegła za tobą? – zapytał, nie czekając na odpowiedź kolegi.
- To… Koleżanka. – odpowiedział Yoh.
- Jest… jakaś dziwna. Poczułem od niej jakąś dziwną  znajomą aurę… - zamilkł jednak nie drążył tematu

czwartek, 5 lutego 2015

19. Morty mdleje (a ja nie mam pomysłu na tytuł)



(Wstawcie tu przeprosiny za dłuuugą nieobecność .-.)




Szedłem sobie przez las. Kasumi nigdzie nie było, więc najzwyczajniej w świecie poszedłem na spacer. Mijałem drzewa, kwiatki i inne takie. Bezwiednie ruszyłem w stronę miejsca, gdzie wcześniej widziałem Yoh… i Yoh. No właśnie? O co chodzi? Była tam też Kasumi. Może to ona wytworzyła jego klona! Może… Może Yoh jest objęty jakimś projektem ochrony świadków! – snuł teorie spiskowe Morty. Dochodził właśnie do tej polany. W tym momencie usłyszał pytanie Kasumi:
- …za ile pełnia?
- Za tydzień, a co? – Odpowiedział beztroskim tonem wkraczając na polanę, nie przygotowany na szok, który go zaraz spotka.
***Kashia***
Gdzie. Ona. Jest! Ten się zaraz obudzi, a ja nie mam pod ręką nic, czym mogłabym go walnąć w łeb! – chłopak poruszył się niespokojnie – GDZIE ONA JEST???!!! – chłopak otworzył oczy – O, sorry. – walnęła go kantem dłoni splot słoneczny, a może to skroń?, przez co zemdlał.
- Co ja przed chwilą zrobiłam? Mam tylko nadzieję, że go nie zabiłam .-.
***Hao, Yoh, Kasumi i Morty***
- OmójBożeontuidziezarazwszyscyzginiemyaprzynajmniejjaruszajsięYohkretynie! – Hao zerwał się na równe nogi i próbował ciągnąć brata w stronę gdziekolwiek. Na to Yoh wstał i wymierzył bratu siarczystego policzka.
- Ała! Za co?
- Nie dość, że nas słyszy to jeszcze widzi.
-Aha… Ale jak zginę, to to będzie twoja wina, no nie? – powiedział z rozbawieniem
- Jasne! – pozwolił sobie poczochrać włosy, a następnie oddał mu tym samym. Po chwili tarzali się po ziemi. W tym momencie zza drzew wyszedł Morty (powiedzmy, że musiał zawiązać buta i nie widział, ani nie słyszał co się działo). Zrobił wielkie oczy, które skierował z bliźniaków na mentorkę i z powrotem. W końcu dziewczyna widząc zdumienie podopiecznego, odezwała się.
- Chłopaki, ogarnijcie się! Morty się na was dziwnie patrzy! – ofuknęła ich.
- Cześć Morty! – zawołał Yoh do przyjaciela nadal siedząc obok brata, opierając się na rękach z tyłu.
- Cześć Morty! – zawołał Hao, mając nadzieje na zginięcie, ani nic takiego.
- Ja… Czy ja widzę podwójnie? – i zemdlał. Kasumi natychmiast podeszła, aby go ocucić. Bliźniacy wstali i popatrzyli na siebie, krzywo się uśmiechając.
***Kashia***
Zabiję ją. Zabiję. Co z tego, że się nie da. Muszę ciągnąć to grube cielsko przez całą drogę z lasu do rezydencji, w dodatku narażona na wzrok ciekawskich mieszkańców. W końcu jednak docieram tam i wrzucam jego ciało na drzewo. Rozejrzałam się w około, szukając energii duchowej domowników. Najwyraźniej Anna wyszła. Taa… Kręcące się nie daleko duchy nie powinny sprawiać problemów. Wtem, gałąź, na której staliśmy (leżeliśmy) złamała się. Zdążyłam chwycić się gałęzi nade mną, ale chłopak nie miał takiego szczęścia jak sprawne kończyny. Rozległo się dość głośne „Chlup!”. Cicho zaklęłam i zeskoczyłam, aby wyjąć tego durnia z sadzaki. Był cały mokry, przez co jeszcze cięższy. Zataszczyłam go pod drzwi i przykryłam wycieraczką. Zostawiłam też karteczkę: „Gomen, za zmoczenie wycieraczki” I zwiałam. Wcześniej zadzwoniłam  do drzwi. Jakiś duch wyjrzał przez nie, zobaczył Horo i wzruszył ramionami. Nie ma to jak duch opiekuńczy.



Mhhahaha! Napisałam! Co z tego, że miało być tydzień temu, radujcie się!

wtorek, 11 listopada 2014

17. Co robimy z ciałami?



„Ale miałem fajny sen… Śnił mi się deszcz cheeseburgerów… Żeby takie rzeczy zdarzały się naprawdę…! Ale… Co do jasnej pietruszki leży mi na ramieniu?! I dlaczego jest takie ciężkie? I dlaczego mi tak nie wygodnie?!”  myślał… domyślacie się kto.  Otworzył oczy i sobie przypomniał. Było już rano (ten dzień trwa już od…*liczy* 6 rozdziałów?!). Wydarzenia poprzedniego wieczoru spadły na niego jak grom.  Szybko wstał, zrzucając przez z to z siebie Hao.
- Co gdzie jak dlaczego o co chodzi!? O, to ty! – wypowiedział na jednym oddechu – Ej, no weź! – dodał, na widok śmiejącego się brata – Co ci?
- Wyglądałeś, jak… jak  zdezorientowany ja! - powiedział, ale zobaczył, że z jego bliźniakiem jest coś nie tak – Hej, co jest?
- Moje włosy… Nienawidzę Wlasiaczy! Są głupi. – dodał
- Emm… Kto to? – powiedział zdezorientowany Yoh
- Już wiem jak wyglądałem… Wlasiacze to  X-Laws. Kashia ich tak nazwała, kiedy ją zaatakowali. Tak, w ogóle, gdzie ona jest?
- Echem… Kto to? – spytał
-No, wiesz, ta co cię po głowie walnęła… - Tą przemiłą rozmowę przerwało pojawienie się blondynki. Ciągnęła za sobą Horo Horo. Pokiwała im ręką i poszła dalej. Za nią biegła ich siostra. Ona również się z nimi przywitała. I uśmiechnęła się z zakłopotaniem.  A jak doszło do takiego rozwoju wydarzeń?
***U Horo i Tamary, chwilę wcześniej ***
Dwie dziewczyny patrzyły na dwa ciała leżące na polanie obok siebie. Jedno należało do kolczasto
włosego szamana, a drugie do różowowłosej ,wizjonerki. Spojrzały po sobie i blondynka rzekła:
- To…. co robimy z ciałami?
- W sensie, że zakopujemy je tu, czy gdzieś dalej?
- Nom. – po ustaleniu jasnowłosa wzięła chłopaka na plecy, a siostra bliźniaków, bez ciała Tamary
ruszyła za nią.
*** jeszcze wcześniej***
Dwoje widzących duchy osobników szło przez las. Wizjonerka, nieco przestraszona, bo las był wielki, ciemny i w ogóle przerażający, dlatego próbował się ukryć za nie mniej przerażonym, lodowym szamanem. Sowy hukały, żaby kumkały, nietoperze latały. Czterema słowami: Nocny świat się budził. Nastolatkowie czuli dziwną aurę, nie była ona normalna. W pewnym momencie trafili na polanę. Stały na niej dwie osoby. Nagle jedna z postaci buchnęła ogniem z pięści. „Zeke?!” pomyśleli przyjaciele. Horo natychmiast się na niego rzucił. Zdziwiona Kasumi, natychmiast zaczęła się bronić. Naraz szaman zorientował się, że coś jest nie tak, bo jego wróg nie wygląda AŻ TAK dziewczęco. Zaczął krzyczeć do niej, że kim ona jest i skąd się wzięła oraz czy jest uczennicą tego potwora. Tamara zemdlała od razu, kiedy weszli na polankę, więc nie widziała całego zajścia. Chwilę potem chłopak dostał czymś w głowę tak, że już się nie podniósł. Kashia patrzyła się to na pieniek w swoich rękach, to na szamana, to na koleżankę.
- Chyba… Chyba mamy problem. – tak to podsumowała blondynka.
- Aaa… Czyli jednak my… - dodała rozczarowana szatynka (brunetka? Który kolor to który? Bo ja już nie ogarniam ._.)

piątek, 26 września 2014

14. Nie oczekiwany zwrot wydarzeń

Ohayo! Zapraszam na kolejny mózgopsuj! Pojawią się nowe postaci! Jej! Zapewne jakoś często być nie będą, ale jak zrobię zakładkę z bohaterami to i tak ich umieszczę. Ale mi się nie chce...
Hao: Komu dedykujesz?
Yyy... Wszystkim?
 
 
Patrzyli na siebie nie pewnie. W końcu rozstali się w takich okolicznościach… Nie dziwne, że czuli się nie swojo. Przecież nie tak dawno byli największymi wrogami…

- No to... Ymm… Chyba należą ci się wyjaśnienia…- mruknął Hao pod nosem. Yoh, który siedział obok niego usłyszał to, ale był zbyt zajęty myśleniem. W końcu wydusił z siebie.

- Pewnie tak… Chciałbym wiedzieć co się stało… - ciągle jeszcze nie był pewien czy może mu zaufać. Pragnął mieć brata, ale boi się, że coś zepsuje. Jak powinni zachowywać się bracia?! Na ile można sobie pozwolić? A jeżeli się obrazi? Odwróci się ode mnie? Nie wiedział, że na pobliskim drzewie brunetka zrobiła klasycznego faceplame. „Jak oni mogą być tak nie pewni w stosunku do siebie?!? Chyba, że to przeze mnie… Nie! Na pewno nie! A co jeżeli…?” Starszy z braci również to usłyszał.

- Nigdy się od ciebie nie odwrócę… - wyszeptał cicho. Rozumiał jego nie pewność. W końcu sam zwlekał i pewnie nadal zwlekałby na to spotkanie, gdyby nie ten przypadek. Ale… Co jeżeli on mnie nie polubi? Co jeśli tak, a przodek wróci, by mnie opętać? Może to test? Jak będę postępować według jego nauk, to zostawi mnie w spokoju, a jak nie – to nie? I przede wszystkim. Czy pozwoliłbym się znowu opętać? Przecież jestem już silniejszy niż jako niemowlę…

- Ej… To opowiesz mi co się stało…? – Zapytał chłopak w słuchawkach. Jego brat spojrzał na niego.

- Ech… No więc… I jeszcze no… A no… - Widać było że nie może wysłowić.

- No dobra… Weź głęboooki wdech i dokładnie przemyśl co chcesz powiedzieć. – przerwał mu Yoh poradą. Ten spojrzał na niego krytycznie. W końcu jednak zaczął mówić:

- No dobra… Więc, ja jestem Hao Asakura, twój brat bliźniak. Przez ostatnie 14 lat mieszkałem w swoim ciele w raz z Zeke’iem. Ty mnie przedziurawiłeś na pół, ktoś mnie uratował i wszystko jest cacy stuk stuk. Przez ostatnie tygodnie mieszkałem sobie z Kashią, która zapewne nie długo się pojawi.  Czy jest coś jeszcze o czym chciałbyś wiedzieć? – powiedział z szybkością karabinu maszynowego. Jego rozmówca tylko się uśmiechnął tym swoim uśmiechem, i rzekł

- Tak, bardzo dużo, ale nie teraz.  Może potem… - usiedli oparci o drzewo. Zaczęli rozmawiać o czymkolwiek i śmiać się z czegokolwiek. Czyżby nastały lepsze czasy…?

***Morty***

Dlaczego w obozowisku jest tal cicho? Gdzie się podziała Kasumi?! I… Dlaczego biegnie do mnie Opacho?!

- Ty jesteś Morty! Masz iść za Opicho! – Zawołało dziecko i pobiegło. Chłopiec stał zadziwiony na środku pola. W końcu ktoś się nad nim zlitował. Był to ten chłopak, co pomógł mu nieść rzeczy, oraz przemówił na kolacji. Miał na imię Leo. Spojrzał na zdezorientowanego młodzieńca i rzekł:

- Hah… Chodź, może jeszcze ją dogonimy… Trzeba by ci wytłumaczyć parę rzeczy, co nie mały?

- Mam 13 lat! Nie jestem mały, tylko drobnej budowy, no! – wkurzył się. Co oni wszyscy mają do jego wzrostu! Ten spojrzał na niego i wzruszył ramionami, a następnie ruszył przed siebie. We dwójkę szli, aż doszli do drzewa. Tylko gdzie to dziecko?

- Eee… Gdzie on jest? – zapytał rozkojarzony

- Nie on, tylko ona i to ty masz ją znaleźć. Zobaczymy jak sobie poradzisz – uśmiechnął się i zniknął. Zdezorientowany popatrzył dookoła. Naraz wpadł na pomysł. Wyjął z kieszeni kurtki batonika.

- Ej! Jak się pokarzesz, to dam ci batonika! Albo ciasteczko! Co tylko chcesz! – wołał. Z drzewa wyskoczył mały jasno-brązowo ciemno-brązowy kotek. Popatrzył na niego i stanął na tylnych łapkach. – Miał!!! – Morty spojrzał na niego jak na kosmitę.  Po chwili kot przemienił się w małą ciemnoskórą dziewczynkę (nie będę dawała obrazka, bo przecież wygląda jak Opacho -,-)

- Daj~~ Opicho chcieć! – jeszcze chwila i zaczęła by płakać, więc szybko dał jej herbatnika.

- Cze-ko-la-da! Opicho woli cze-ko-la-dę! – Morty wahał się przez chwilę. Naglę z drzewa zeskoczył jeszcze jeden kot. Zamienił się w dziewczynę o czarnych włosach średniej długości. Zaśmiała się.

- Nie wolno ci jeść czekolady! A ty całkiem nieźle sobie poradziłeś! Wybacz ale zawsze testujemy nowych. –dodała ze skruchą – Ale nawet nie proponuj jej czekolady. Dopóki Kas jej nie da, nie wolno jej. Ale z chęcią zje herbatniki, prawda? – mówiła dźwięcznym głosem

- Opicho chce! – wdrapała się na dziewczynę. Ta znowu się zaśmiała.                                                               

- Jestem Annabel, ale wszyscy mówią na mnie Ani.

- Cześć Ani… Jestem Morty. – powiedział.

- Chodźmy do obozu, trzeba cię w końcu w parę rzeczy wtajemniczyć^^”- rzekła i ruszyli

***dom Anny i Yoh***

-C-co się przed chwilą stało? – zapytał zdezorientowany Horo.

- J-ja nie wiem… Był tu Morty i chyba… strasznie się z niego śmieliśmy… - przyznał Ren

- Nie! Śmieliście się z mojego żartu! – krzyknął komik, ale nikt go nie słuchał.

- O-on… on się wyprowadził… - szepnęła Anna – mówił że będzie szamanem, a my się z niego

  śmieliśmy… Czułam się dziwnie…

- Mój nie doszły protegowany!!! -  zaczął rozpaczać Rio. Nastał wielki rozgardiasz. Nikt nie zauważył

niskiej dziewczynki, która była na szafie. Uśmiechnęła się i zmieniła w kota, a następnie między

nogami zdezorientowanych szamanów uciekła do obozu…

***na polanie***

- Hao… Zaraz zasnę… Opowiedz mi o czymś… - narzekał Yoh oparty o jego ramię.

- Dobrze, ale co? Opowiedziałem ci połowę mojego życia! – krzyknął jego brat

- No to opowiedz mi o  naszych narodzinach^^” – uśmiechnął się – jeżeli oczywiście pamiętasz…

- Jasne! No więc, urodziłem się duch Zeka wpadł we mnie i zacząłem płakać. W sekundę wytłumaczył

 mi sytuacje i obronił Duchem Ognia. Poprosiłem go, żeby powiedział Ci, żebyś się nie martwił i

wszystko będzie dobrze. Już wtedy czułem się starszym bratem! – dostał kuksańca – Ale, że jeszcze

nie żyłeś, trzeba było powtórzyć to naszym… r-rodzicom… i nie wiem czy to oni, czy Zeke zmienił to co

chciałem powiedzieć… - dokończył. Wtedy z gałęzi drzewa, przyczepiona do gałęzi, pojawiła się

Kasumi. Była w kucki do góry nogami i miała złożone ręce na piersi.

- Jak zwykle! Dlaczego nikt nie mówi o moich narodzinach! – krzyknęła obrażona.

- Przepraszam, ale  o co ci chodzi?!? I czemu podsłuchujesz! – pieklił się Hao

- Kto to? – zapytał niewinnie Yoh przekrzywiając głowę w bok.

- Ech… - pomasowała sobie skroń – Jestem waszą siostrą!!!
 
 
Hao: Znowu psujesz ludziom logikę==
Ale to było chyba oczywiste! A nie...? Dobra postacie:
 
                                                                     To jest Ani.
To być Leo. Szukałam jakiegoś w miarę czegoś przez prawie dwie godziny ;-;
 PS Bardzo dobrze, Will, ze nakarmiłaś moje ryby, bo inaczej były by głodne ;-;

niedziela, 18 maja 2014

5 Walka i wątpliwość

Ohayo! Cóż najpierw chcę bardzo podziękować Spokoyoh za to że napisała komentarz. Bardzo dłuugi komentarz (jak go zobaczyła to się popłakała ze szczęścia-dop. hao)  Twój komentarz bardzo mnie ucieszył. Postarałam się zrobić przecinki. Sama oceń jak mi poszło. Osobiście uważam że tragicznie, bo nie umiałam się do tego wziąć. więc... niech stanie się notka:


Z nastaniem ranka Hao wstał i odszedł nie zważając na ponury wzrok Kashi. Przeszedł spory kawałek więc postanowił odpocząć pod drzewem. Ostatnio całe foryoku zużywa na samoleczenie się. Nie wiedział, że kawałek dalej w krzakach obserwuje go jego szamańska koleżanka, która naprawdę nie wiedziała po co to robi.
*** *** ***

Młodszy syn Mikihisy  siedział w barze i jadł cheeseburgera  z kolegami. Nagle bardzo się zaniepokoił. Było to bardzo dziwne uczucie i w dodatku nie przyjemne. Spróbował nie zwracać na nie uwagi. W pewnym momencie wstał i usiadł. Horo Horo spojrzał na niego dziwnie. Martwił się o przyjaciela. Ostatniej nocy mało spał i w dodatku nie dojadł wczoraj kolacji. A biedny Rio się postarał. Bidulek nie spał przez całą noc czytając książki kucharskie. Jednak dziś ma być coś dobrego na kolacje. Zawsze jego jedzenie jest pyszne, ale w nocy wspominał coś o 20 daniach i 3 warstwowym torcie.
- Halo! Lodowy szajbusie?! Ziemia do ciebie! Jak zaraz się nie ruszymy to będziemy bardziej niż zabici!- zawołał Len do zamyślonego szamana. Ten, gdy tylko to usłyszał, zaraz pobiegł odwdzięczyć się za te „miłe” słowa. Całą gromadką pobiegli więc na maraton dookoła Tokio. Yoh jednak zachowywał się normalnie, ale tylko na pierwszy rzut oka. Próbował ukryć przed przyjaciółmi swój smutek. Wiedział że nie zrozumieją jego bólu, ponieważ uważali go za bohatera i nie chcieliby, aby był smutny. Jednak on się obwiniał. Len i Choco choć zabijali, to jednak się zmienili. Nie mógł tego powiedzieć o sobie. W końcu był mordercą i to własnego brata. Nie próbował go zrozumieć, ani nawet wysłuchać. Wszystko działo się tak szybko. Kiedy został uwięziony w tej złotej klatce, przez X-Laws, myślał, że może naprawdę mu na nim zależy. Teraz w dodatku kiedy dowiedział się, że Hao był opętany przez przodka, nie potrafił sobie tym bardziej wybaczyć. Był głupi i arogancki. Ile on by dał za to, aby móc się cofnąć w czasie i mu pomóc. Albo choćby opatrzyć. Teraz było już za późno. „A może jednak nie? To nie jest niemożliwe!” usłyszał dźwięczny głos w swojej głowie. Brzmiał znajomo, ale nie wiedział kiedy go ostatnio słyszał. Rozmyślając nad tym i nad innymi rzeczami, dotarł do domu. Nie mógł się doczekać tej wielkiej kolacji od Rio. Nie wiedział jednak, że przez ten cały czas przyglądał mu się pewien kot.

Chłopak spał. Tak po prostu. Ja jednak musiałam go pilnować. Czułam że to ważne. Usłyszałam czyjeś głosy. I właśnie wtedy w mojej głowie rozległ się dziewczęcy głos: „Zabierz chłopaka z polany jeśli chcesz, żeby żył. Zaraz wejdzie tu grupa pacanów, którzy chcą go zabić. Pośpiesz się.” Natychmiast wykonałam czynność o którą prosił głos. Kiedy podchodziłam już do niego, z lasu wyszła grupa ludzi. Byli w białych uniformach z napisem…yyy… awls? Wlas? Laws? Pojęcia nie mam. Gdy zobaczyli kto leży pod drzewem, gościu w za dużych okularach, uśmiechnął się. Wyjął pistolet i dopiero mnie zauważył. Ja uśmiechnęłam się i rzekłam:

- Czy mógłby się pan odsunąć? Światło mi pan zasłania. - zdziwił się, ale powiedział

- Czy ty masz pojęcie do kogo mówisz i kogo bronisz? To morderca! – teraz ja byłam zdziwiona.

-Czy ja kogoś bronię? Powiedziałam że mi zasłaniasz słońce! –gdy rozmawialiśmy, zauważyłam że do chłopaka podchodzi kot. Naraz odezwała się wielkolud z krótkimi włosami.

- Przecież to Hao Asakura! Jeśli nie jesteś przeciwko jemu, to jesteś z nim!

- Aroganci. Nie zauważacie kilku rzeczy. Tu go nie ma!- odezwała się dziewczyna z długimi włosami która stała za mną, więc jej nie zauważyłam wcześniej. Odwróciłam się i przerażona spostrzegłam że chłopaka nie ma. Nie wierzyłam że to Hao, ponieważ nie pasował do ogólnego wyobrażenia o nim. Jednak to co zdarzyło się w Gwiezdnym Sanktuarium… to naprawdę mógł być on!

Nie zmieniało to faktu że nie wiedziałam gdzie on jest. Usłyszałam jednak znowu w myślach. „nie martw się. On jest bezpieczny. Jutro rano pojawi się pod twoim szałasem.” Wlasiacze jednak usłyszeli tylko:

- Jesteście tak głupi i nie rozsądni, że aż przechodzi to moje pojęcie. A jest ono naprawdę duże!

- Głupia małolato! Jeżeli obrażasz X-Laws, to obrażasz też sprawiedliwość! Walcz jeżeli potrafisz!- dziewczę odwróciło się ze złowrogim wzrokiem. Zgięło palce w pięść i szybko rozprostowała. Dziwacy polecieli w las. Blondyn walnął w drzewo i zemdlał. Dziewczyna odeszła mówiąc:

- I jeszcze jedno Kashia. Jak byś mnie szukała to głośno zawołaj w myślach „Kasumi!!!” i myśl o tym co widzisz. Miło by było gdybyś pomyślała co jest twoim zagrożeniem- i jeszcze mruknęła pod nosem – Kolejna osoba do pilnowania. Żądam stanowczej podwyżki. KiD idziemy! – i bladoniebieska kulka poleciała za nią. Kiedy wyrzucała cudaków w powietrze nie potrzebowała wykonywać kontroli ducha. To było naprawdę podejrzane.
Udało się! Półtora strony! Mój rekord! Mogłoby być częściej lub dłużej ale... weny brak. Nie długo dojdę do tego fajnego momentu kiedy to powiem "no zakładam nowego bloga na którym będzie napisane więcej o historii kasumi" ale najpierw musi się wydarzyć sporo rzeczy no i jeszcze trzeba annę wkurzyć i przyczepę posadzić... no już zakaz spojlerów. A jak Hao się wygadasz "bardzo groźny look w stronę Hao" to naprawdę... zostaniesz zamknięty pod łóżkiem.

wtorek, 29 kwietnia 2014

1 Zagubiony

Yoh obudził się i zobaczył pole pełne ciał. Przerażony podbiegł do pierwszej lepszej osoby, którą okazała się być Anna. Pod wpływem jego dotyku wstała i przez chwilę stykali się głowami. Po chwili z lekka zawstydzeni odeszli budzić resztę. Gdy większość była już obudzona, chłopak po prostu poszedł do domu. Przyjaciele długo go szukali i nawet Amidamaru miał kłopoty ze znalezieniem go. W końcu Anna powiedziała żeby dali spokój i poszli do domu. Gdy wchodzili zobaczyli jak ich przyjaciel właśnie wychodzi. Zaraz rzucili się na niego z pytaniem gdzie był? Ale on tylko spojrzał na nich swoimi wielkimi brązowymi i smutnymi oczami. Len gdy to zobaczył zatrzymał się, a Trey, Morty i Ryo wpadli na niego.
- Jak leziesz ostro głowy!-krzyczał ten pierwszy. Ten jednak nie odpowiedział. Anna podeszła do niego i z naganną w głosie powiedziała:
- Daj mu trochę czasu. Jest bardzo smutny. Wiesz jak bardzo nie lubi przemocy. Nie daruje sobie jeśli Hao umarł, a jeżeli Zeke nadal żyje będzie musiał go pokonać.
- Nie rozumiem. Jak ten gościu ma na imię?- zapytał snowboardzista
- Eh…-  westchnęła dziewczyna – Zeke jest jego przodkiem i jego duch wszedł w niemowlę którego imię miało brzmieć Hao. Nie słuchałeś jak wam to tłumaczyłam z miesiąc temu?! Wiesz wtedy kiedy wasz przyjaciel był z wrogiem na kawie.
Długowłosy chłopak obudził się akurat wtedy gdy jego wybawczyni uciekła. Widział tylko jak długie ciemne włosy znikały za drzewem.
Młodszy Asakura siedział pod drzewem i myślał. Był smutny i przygnębiony. Po raz pierwszy pomyślał że nie wszystko będzie „dobrze”. Choć Hao chciał go wchłonąć to i tak czuł że należy mu się szansa. Mógłby go pokochać. Ale on teraz nie żył. Choć… zawsze jest szansa że nie był w pełni pewny czy jego serce jest przekonane o tym że chce go zniszczyć. Więc jest nadzieja. A do póki jest nadzieja wszystko może być dobrze…
 
 
 
Mam nadzieje że się podoba :)
tutaj macie link do braci na kawie ;) :
lepiej oczywiście przeczytać wszystko albo chociażby poprzednie kilka rozdziałów aby zrozumieć absurdalność tego :)