Pokazywanie postów oznaczonych etykietą X-laws. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą X-laws. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 marca 2015

20. Kim ty, do diaska, jesteś?!



„Przed oczami mam ciemność. Muszę więc, znajdować się w ciemnym pokoju bądź zostałem przykryty jakimś czarnym materiałem. Słyszę niedaleko siebie głosy. Są one dziwnie przytłumione, przez co nie rozpoznawalne. Czyżbym był martwy, a nade mną stoją sprawcy mojego morderstwa? Co ostatniego pamiętam? Byłem na polanie, słyszałem głos Kasumi. Ale co dalej? Widziałem… pamiętam Yoh. Dwóch Yoh. Tak! Jeden z nich to był Hao, który próbował go zabić! Czyżby mu się udało? Jeśli tak, to dlaczego Kasumi go nie powstrzymała? Są w sojuszu? Nie… A jeśli? I jeżeli mnie zabili, to dlaczego nie jestem duchem? Pochłonięto mnie? A może jestem martwy, ale nie do końca? Tak, że da się mnie uratować? Dlaczego zostałem zabity? Widziałem za wiele, czy też… czy też co? Z jakiego innego powodu zlikwidowano mnie? ”

- Ale chłopak ma rozkminę, nie ma co. – powiedziała Kasumi patrząc na niskiego chłopaka – Widzicie coście zrobili? Nie wstyd wam? – z oburzeniem wpatrywała się w bliźniaków, którzy stali nieopodal ze spuszczonymi głowami z pełnymi skruchami minami. W końcu, jakby nie patrzeć, to ich wina. Postanawiając się nie narażać, poszli szukać czegoś do zjedzenia. Na szczęście, Hao wiedział gdzie jest tania budka z makaronem oraz gdzie znaleźć darmowe pieniądze. Pan sprzedawca bardzo się zdziwił, kiedy zobaczył, że jeden z jego ostatnio stałych klientów sprawił sobie klona. Nie zrażeni tym bliźniacy zakupili jedzenia dla pięciu osób i wrócili do miejsca, gdzie Kasumi bezskutecznie próbowała obudzić Morty’ego.  Podobno próbowała wszystkiego, od potrząsania do wylewania wody na głowę.  Yoh przez chwilę popatrzył na przyjaciela, zastanowił się i wpadła na rewelacyjny pomysł. Odchrząknął, wziął oddech i zawołał:

- Morty, wstawaj i pozmywaj naczynia! – chłopak natychmiast zerwał się na równe nogi rozglądając się w około zdezorientowany. Otóż trzeba wiedzieć, że Yoh niesamowicie dobrze potrafi naśladować głos swojej narzeczonej, więc biedny obudzony był pewny, że zawołała go Anna. Po chwili jednak oprzytomniał. Zauważył Yoh, który serdecznie się do niego uśmiechał, a nie co dalej – Yoh który był, delikatnie mówiąc, przerażony. Zamrugał kilka razy, za nim doszło do niego co widzi. Rozdziawił wówczas buzię i zaczął wyjmować swój breloczek-młot. Kasumi zorientowała się co chce zrobić podopieczny i szybko podbiegła, aby temu zapobiec. Kiedy do niego podbiegła, stuknęła go w głowę.

- Baka! Poczekałbyś chwilę aż byśmy ci wszystko wyjaśnili, ale nie! Zawsześ taki narwany? Krzywdę byś sobie zrobił! Pomyślałeś choć trochę?! Przypominam ci, że jesteś dopiero początkującym szamanem, a ja i Yoh mamy już jakieś doświadczenie! Ale nie, ty chcesz zginąć! Samą obroną moglibyśmy cię wykończyć! – krzyczała na niego dziewczyna. Chłopcy popatrzyli na siebie.

- Nigdy jej nie podpadać – powiedział Hao do swojego bliźniaka

- Tak – zgodził się Yoh i razem z bratem obserwował, jak ich siostra wyżywa się na jego przyjacielu.

- A-ale… to Zake… - próbował coś wtrącić młody szaman

- Żadnych ale! Nie przerywa się, kiedy ktoś na ciebie krzyczy! – Hao poszedł do niej i położył rękę na ramieniu. Morty nie był pewien, który to z braci, dopóki ten nie przemówił:

- Ej… Weź się tak na nim nie wyżywaj. Całe Tokio cię słyszy, a ja jednak wolałbym być nie słyszalny. Sama rozumiesz, mnóstwo osób chce mnie zabić. – uśmiechnął się, jak to tylko Asakurowie potrafią. Twarz dziewczyny złagodniała. Uśmiechnęła się, i zaczęła tłumaczyć protegowanemu całą historię. Ten z początku nie był przekonany, ale w końcu uwierzył. Na koniec, chciał uścisnąć rękę piromanowi, ale ten, przerażony, ukrył się za bratem. Morty musiał przez pięć minut przekonywać go, że naprawdę nie chce go zabić, by ten pozwolił się powitać. Nagle Yoh odniósł wrażenie, że musi szybko wrócić do domu. Powiedział o tym Kasumi, a ta tylko zawołała do Morty’ego, aby zabrał Hao do obozu i już ich nie było.

Większość osób było już w domu. Znaleźli nawet Horo, którego ktoś zostawił pod wycieraczką, bardzo uprzejmie przepraszając za jej zmoczenie.  Uprzejmi ludzie na tym świecie są. Jedyne co, nie było jeszcze Lena, Tamary i Yoh. Anna załamana obserwowała kłótnię Ryo i Trey’a o to, że zgubił różowowłosą wizjonerkę. W końcu krzyknęła, aby się wreszcie zamknęli  i pomyśleli o tym, jak znaleźć Yoh. Jako jedyny, na sensowny pomysł wpadł Horo:

-Ej… A może by tak zadzwonić na policję i zgłosić zaginięcie? – zapytał się. Wszyscy pokiwali głowami. Anna chwyciła za telefon i zadzwoniła. Po nie długiej chwili, pod budynek przyjechał wóz policyjny. W tym momencie, dziewczynie przyszło do głowy, że tego nie przemyśleli. Bo przecież prawo japońskie nie pozwala dzieciom mieszkać samym. A u nich, jakby nie patrzeć, jest tylko jeden dorosły i sześcioro dzieci. Anna więc dostała olśnienia i rozkazała:

- Ukryć się! Już! – wszyscy  ruszyli do szafy, aby się w niej ukryć, oprócz Layserga, który pobiegł na górę. W tym momencie rozległo się pukanie do drzwi. Przyszła narzeczona Yoh powoli je otworzyła.

- Dzień dobry, jestem konspirant Brzózka. Zostałem wezwany… Drogie dziecko, gdzie jest jakiś dorosły z którym mógłbym pogadać? – zapytał się Anny jakby miała 5 lat. Ta z trudem powstrzymała się, żeby go nie walnąć. Wzięła jednak głęboki oddech i powiedziała z lekka dziecięcym głosem:

- Rodziców nie ma w domu, bo wyjechali. Ale wcześniej powiedzieli, że jakbym miała jakiś problem, to żebym pytała pana policjanta – powiedziała, próbując zignorować ciche śmiechy z szafy.

- Och… Ale wiesz… Dzieci nie mogą zostawać same w domu. Będę musiał to zgłosić i zabrać cię do domu dziecka… - zauważył proszące spojrzenie dziewczyny – No dobrze, a jaki masz problem?

- No bo… - raczej nie mogła mu powiedzieć, że jej narzeczony zaginął, bo brzmiało by to dziwnie więc… - mój brat zniknął – w tym momencie z szafy rozległ się rumor  - To tylko szczury, niech się pan nie przejmuje. – odpowiedziała na nie zadane pytanie policjanta.

- No dobrze… Czy twój brat miał jakiś wrogów?  - Anna spojrzała się na niego jak na wariata. „I co ja mam mu niby powiedzieć?! Że tylko sprzymierzeńcy jego brata bliźniaka którego zabił, bo on chciał zabić jego oraz przy okazji całą ludzkość? Lepiej mówić, że nie”

- N-nie… - w tym momencie wbiegł Yoh. Zobaczył Annę i policjanta, przez co zrobił naprawdę głupią minę. Był jeszcze bardziej zdziwiony, gdy rzuciła się na niego Anna z okrzykiem: Braciszku~~! oraz szepnęła mu złowrogim tonem do ucha:

- Do póki ten gościu tu jest, jesteś moim bratem. Nie wygłup się. – nie zamierzał. Wiedział do czego wściekła Anna jest zdolna.

-No dobrze… Jak rozumiem, to jest twój zaginiony brat, tak? Świetnie, że się odnalazł, ale teraz muszę zadzwonić po waszych rodziców i na czas ich nieobecności zabrać was do Domu Dziecka.

- Ale dlaczego? – zdziwił się Yoh

- Bo nie możecie tu mieszkać bez opieki dorosłego! – zawołał zdenerwowany konspirant.

- No tak, ale przecież… - próbował coś powiedzieć

- Żadnych ale! – przerwał mu pan Brzózka.

- Ale ja przecież zniknąłem, bo mama zadzwoniła i poprosiła, żebym przyjechał po nią na lotnisko… - powiedział do zdezorientowanego policjanta. Zresztą jego domniemana siostra też była zszokowana.

- Co ty wyprawiasz. – syknęła cicho, ale ten pokazał jej ręką, że ma pewien plan. W tym też momencie drzwi otworzyły się i weszła… jego prawdziwa siostra. Jednak była ona przemieniona – wyglądała teraz na około trzydzieści lat.

- Ohayo! Eee… Kim pan jest? – zapytała zdziwiona mężczyzny. On też był zszokowany. Odpowiedział jej:

- Witam, jestem konspirant Brzózka i zostałem tu wezwany. Ta oto młoda dama zadzwoniła na policję w związku z tym, że zaginął jej brat, tu oto obecny… - końcówkę powiedział z mniejszym przekonaniem i lekkim zawstydzeniem, na szczęście, bo inaczej zobaczyłby on na twarzy Kasumi lekką złość wywołaną tym, że narzeczona jej brata podszywa się pod jego siostrę, czyli, de facto, ją, co było dość nie fajne.

- Ale ja tu jestem, ich  mama, oraz mój b… syn też tu jest, więc chyba wszystko w porządku?  - zapytał niewinnie.

- T-tak… Nie! Zostawiła ich pani sama i … - w tym momencie Kasumi  nie wytrzymała i  za pomocą lekkiego ruchu ręki, takiego, aby nikt nic nie zauważył, rzuciła na niego pewnego rodzaju urok. – co ja tak w ogóle tu robię? Lepiej będzie jak pójdę do domu – i wyszedł cały szczęśliwy. Kiedy tylko zatrzasnęły się drzwi, z szafy wylecieli szamani. Otrzepali się i zrobili wielkie oczy na widok nadal dorosłej dziewczyny. Ryo nie wytrzymał i wypowiedział swoją standardową formułkę. Kasumi zrobiła się czerwona i go walnęła, a Yoh zrobił się czerwony i go nie walnął. W końcu siostra zrobiła to za niego., więc po co ryzykować? Wszyscy wpatrywali się w dziewczynę, kiedy ze schodów zszedł Layserg. Wpatrywał się w nich wielkimi oczami, a przede wszystkim w tajemniczą, nowo przybyłą.

- Kim ty, do diaska, jesteś?! – zawołał. Kas pomyślała tylko : „Oj!”

*** w lesie gdzieś na obrzeżach Tokio***

Ren szedł sobie po lesie szukając Yoh. Oznaczało to, że ma iść i nie zasnąć. Ale jako że spanie jest dla słabych, nie było z tym większego problemu. Wtem, usłyszał krzyk oraz szaleńczy śmiech. I już wszystko jasne.

- Hahahahaha! Pewnie też jesteś uczennicą Zeka, co? Skoro nie zaprzeczasz to to musi być prawda! – zawołał… każdy wie kto, ale i tak napiszę: Marco. Stał on z pistoletem wycelowanym prosto w głowę dziewczyny.
- Przecież zaprzeczam, cały czas!  - krzyknęła przerażona widząc jednak, że to co mówi nie dociera do "dziwnego creepy zboczeńca", dziewczyna odepchnęła się rękami od  ziemi i w piękny sposób walnęła Wyrzutka w nos. Ten z wściekłością wypisaną na twarzy wyciągnął pistolet i strzelił. W tym momencie, Len zrobił coś całkiem nie zgodnego z prawami logiki. Wyskoczył i  za pomocą swojego Guan-Dao odbił kulę, a następnie w 3,72 sekundy pokonał złego pana w białym szlafroku. Tak, Marco, jako że była noc, był w szlafroku. Wyglądał przez to jeszcze bardziej idiotycznie, niż zazwyczaj, szczególnie, że pod czas walki z dziewczyną wiele razy wpadł w błoto. Len, po wykopaniu Wlasiacza w las, podszedł do dziewczyny i pomógł jej wstać. Popatrzyła na niego przerażona. Po ujrzeniu wielkiego Ducha jakim jest Bason, przestraszyła się jeszcze bardziej. Widząc jednak, że jest bezpieczna zapytała się:
-Czy wiesz może jak dotrzeć na ulicę Kocią 23? Bo trochę się zgubiłam - zapytała zażenowana. Chłopak odwrócił się i odchodząc zawołął:
-Tak, mieszkam nie daleko więc po prostu idź za mną.


***I znowu w willi Asakurów***

 - Kim ty, do diaska, jesteś!? – zawołał ponownie. Wszystkim chodziło to po głowie, ale nie byli tym aż tak zaaferowani. Siostra Yoh jednak była głucha na to i najzwyczajniej w świecie poszła do łazienki. Kiedy po dwóch minutach stamtąd wyszła, była już normalnego wzrostu i wyglądu. Miała też na sobie inne ubrania, tj. lniane, workowate spodnie i T-shirt w kolorach moro. Różniły się one dość znacznie od białej bluzki z guzikami, rajstop i dość krótkiej spódnicy, którą wcześniej, jako matka narzeczeństwa miała na sobie. Różniło się też obuwie, bo w tym momencie miała gołe stopy, jak przystało na dziecko z dziczy, a wcześniej miała na różowe pantofelki. Wszyscy mieli mocno zdumione miny, a Ryo się załamał, bo nie wiedział, czy opłaca musi się startować do niej jeszcze raz, czy też dostanie w głowę jak wcześniej. Spojrzała na nich z uśmiechem i usiadła na poręczy od schodów.  Wszyscy głośno zastanawiali się kim ona jest i co tu robi, Choco rzucił nawet jakimś żartem, a ona zachowywała się jak małe dziecko, kiwając nogami. Naraz, znieruchomiała, zdumiała się i zaśmiała. Spojrzała na Annę i powiedziała:

- Nie, nie jestem dzieckiem z dziczy. Chociaż w zasadzie… - udała, że się zamyśla – dobra, jestem dzieckiem z dziczy. W tym masz rację. Ale pozostałe twoje domysły są raczej błędne. – stwierdziła, na co wszyscy zamarli. Anna nie czego nie mówiła. Anna tylko pomyślała, a jak wiadomo, nie wiele osób w myślach czytać umie. Layserg już miał po raz kolejny zadać pytanie, kiedy przerwała mu Anna.

- Które są błędne? – zapytała chłodnym głosem, wpatrując jej się w oczy. Wyraz twarzy przepytywanej dziewczyny natychmiast się zmienił na poważny.

- Ponumeruj je jakoś, to ci powiem. – poczekała chwilę i zaczęła śmiać się naprawdę głośno. – numer czwarty jest naprawdę mocno błędny. Serio. –otarła wierzchem dłoni łzy z kącików oczu. Słyszała nawet jej westchnienie ulgi w jej umyśle. „Tak… ciesz się ciesz. Chociaż pomysł, że Yoh chciałby cię zostawić dla mnie… To chyba podchodzi pod kazirodztwo… A on cię przecież tak kocha…” myślała. Oczywiście wcześniej uniosła blokadę wokół swoich myśli, aby nikt, w tym Hao, nie mógł do nich zajrzeć. Już chciano zadać jej następne pytanie, gdy nagle drzwi się otworzyły. Za nimi stała wyraźnie wściekła dziewczyna, trochę za nią jakiś chłopak, a za nim – Morty. Kasumi zamarła, a przerażenie wpłynęło na jej twarz. Zrobiła się blada, a kiedy Ann podeszła do niej, szepnęła cicho:

- Ploszę, nie bij. – jednak blondynka nie przejęła się tym, walnęła ją w głowę i zaczęła wyciągać z domu. Porywana zaczęła szukać ratunku. W końcu spojrzała na chłopaka i zapytała:

- I ty, Leo, przeciwko mnie? – zrobiła udręczoną minę.

- Tak. Znowu nikomu nie powiedziałaś gdzie idziesz! Miałaś być tam gdzie miałaś być, a zamiast tego, chłopak przybiega do mnie zdezorientowany, bo nagle gdzieś zwiałaś! – chłopakiem o którym było mowa, był oczywiście Morty, który po kilku nie zręcznych chwilach sam na sam z Hao, zwiał do obozu. Został tam wypytany, czy widział ich Mistrzynię oraz zaciągnięty do byłego domu przez dwójkę nastolatków – jedną wściekłą, bo się o nią martwiła i jednego znudzonego całą sytuacją. Kasumi była już w zasadzie za drzwiami, kiedy Yoh nagle się przemógł i zawołał:

- Ej, Kas! Pozdrów ode mnie swojego brata! – ta na początku nie zrozumiała o co biega, ale po chwili załapała, że chodzi mu o Hao. Zawołała więc w odpowiedzi, nie pewna czy ją usłyszy:

- Spoko!



Przepraszam wszystkich za taką długą zwłokę. Oraz to, że wiele razy mówiłam, że coś będzie, a nie było. Komputer mi się psuje, więc tata mi go ciągle zabiera i naprawia. Ale teraz naprawdę, postaram się, aby rozdziały były częściej. Publikuje to, i biorę się za ucznia Haoksiężnika. Mam również nadzieję, że wam się podoba, bo pisałam to przez dwie i pół godziny. To coś ma pięć stron w Wordzie i 2312 wyrazów! Ach, i dedykuje wszystkim, którzy na to czekali. Serio chciałam to dodać 3 marca w międzynarodowy dzień pisarza, więc zmieniłam datę. Może się uda. Szczęśliwego dnia pisarza!

PS
A tak serio, jakby ktoś się zastanawiał, dlaczego tak długo nie pisałam, to jest prosty powód - Bleacha oglądałam. A obejrzenie ponad 200 odcinków (pół godziny każdy) w ciągu miesiąca, to nie jest normalne, więc... Ale to anime na serio bardzo wciąga. Bardzo...

czwartek, 18 września 2014

12. "Co tu robi Yoh?"

Ehm. Ohayo? Kto jest nam mnie zły poza Miki? To ja może rozpisze się na końcu...
 
 
Biegł szybko przed siebie. Tak po prostu. Słyszał krzyk Tamary, która najwyraźniej odkryła, że nie ma go w pokoju. Uśmiechnął się pod nosem. „Powie im, że poszedł biegać. Anna się wkurzy. Nie lubiła, jak trenował bez jej zgody. Żeby się nie przepracował, czy coś tam. Nie… Chodzi o to, żeby nie spalał tkanki tłuszczowej… Owszem je mało, ale wystarczająco!  No dobra… Wszyscy już zauważyli, bo chudnie w oczach. Ale on chce przeprosić. Choć nie bardzo ma jak…” Wbiegł na polanę. Nagle pod drzewem zobaczył… Yoh?

***wcześniej***

„Ech. Niby było przyjemnie, na tym obiedzie, ale czułem, że jestem wykluczony. W końcu poszedłem się przejść. Nie ma to jak wiedzieć, że twoja przodkini i przyjaciółka knują… zapewne jak by pogodzić go z bratem. Ale kto tam je wie… A więc idę, i idę i idę i nudzi mi się i nie mam co robić…  O mój ty jeju! To Morty! Co on tu do jasnej anielki robi? Przecież… No tak!” Walnął się w głowę. „Przecież nie daleko jest ten ich obóz! Jeszcze tylko Wyrzutków mi brakuje!” I właśnie w tym momencie zza drzew wyszedł Marco.  „Nie ma to jak pech” pomyślał tylko, zazwyczaj długowłosy Asakura. Na całe szczęście, Kasumi przyszła do nich z ubraniem dla Hao, które wyglądało tak jak Yoh. Brakowało tylko słuchawek, ale nie mogła znaleźć w sklepie, a nie chciało jej się przemieniać. Tak więc, nieco przestraszony, wyszedł zza krzaków.

- C-cześć Morty! – Lekko się zająknął.  Kto by się nie zająknął no?!?!

- Och, cześć Yoh! Nic ci nie jest? Nie brzmisz najlepiej. – no bo oczywiście nie są bliźniakami z głosu.

- Ach, widzisz – co tu wymyśleć, co tu wymyśleć, ratujcie mnie no!

- Zamilcz! Nie jesteś tym za kogo się podajesz! Jesteś Zeke!

- Nie, wiesz raczej nie. Ale trochę mnie boli głowa. Masz może aspirynę? – Wyrzutek gotował się ze złości. Jak ten niegodny życia szaman śmie się z niego śmiać?!? Skoro mówi, że jest Zekem, to znaczy, że jest Zekem, no! Jak można tego nie rozumieć! Stworzył kontrolę ducha. Zabije go i tego małego też.

- Yoh, stój daj mi spróbować! – wykrzyknął młody chłopak. Stworzył kontrolę ducha i wsadził ją do młotka, który stał się wielkim młotem. Ruszył szybko w stronę wroga. Ten jednak, jako że był silniejszy, odepchnął go. Hao gwizdnął z podziwem. „Podszkolił się i to bardzo. To na pewno sprawka dziewczyny. Wie że coś z nią nie tak. Jakaś taka… zbyt znajoma.  Ale mimo to… Marco właśnie próbuje mnie zabić !!! Zrobił szybki unik. Jak to tam było…? Kasumi! Halo! Popapraniec próbuje mnie zabić! Help me! Gdzie one są kiedy są potrzebne?!!?” Nagle blondynka wyskoczyła z lasu (byli na polanie). „Tylko dlaczego Kashia ma tak długie włosy i w dodatku patelnie?!

- Paskal! Forma ducha! Do patelni! – Wow. Nie wiedziałem, że można tak dobrze walczyć patelnią. Tylko dlaczego ma takie długie włosy? Normalnie jak tarzan na lianie, tak ona na włosach! Marco też, bo rozwaliła go tak szybko… A może to dzięki temu kameleonowi? To nie zmienia faktu, że niedobry pan sobie poszedł, Morty zresztą też, a panie są na mnie wkurzone.

- No co?! – krzyknąłem. Co takiego zrobiłem, że niby to moja wina!

- Wiesz czemu chciałyśmy, że sobie poszedł? – zapytała ciemnowłosa.

- Albo mnie nie lubicie, albo knułyście jakiś plan… - nie byłem pewny. Mają czasem dziwne pomysły. Na przykład tym razem. Skąd miałem wiedzieć, że poprosiła ją żeby pozmieniała trochę jej wygląd na postacie z bajek Disneya?! Noż po prostu!  Nie ma co się kłócić. Kasumi szybko ją przemieniła z powrotem i poszły. Jedna uspokoić blondyna, że z „Yoh wszystko w porządku” i „Nie mogę ci powiedzieć skąd go znam”, a druga przynieść jedzenie i koce. Jak ona dobrze mnie zna… Oczywiste jest, że tu zasnę. Ale nie dane mi było odpoczywać pod drzewem długo, bo oto… Co tu robi Yoh?!?!?!
To. Jest. Krótkie. Bardzo wszystkich przepraszam, a szczególnie tych co czekali. Ale ten pierwszy akapit sprawił mi najwięcej problemu == Ach, no tak. Konkurs! Z jakiego filmu Disneya jest osoba w którą zamieniła się Kashia?!
Hao: Przecież to oczywiste...
Dla ciebie może tak, bo przed chwilą razem ze mną to oglądałeś == Więc... piszcie w komentarzach! Wszyscy którzy zaglądają na stronę! Tak ciebie też się to tyczy!
Hao: Czy ty właśnie... łżesz o komentarze?
Ażebyś wiedział == Na ale ja jestem chora, głowa boli i umieram, wena się skończyła, Z pokoju brata mangi kradnę (ma 12 pierwszych tomów Death Note ^^") więc pisanie jest utrudnione. Ale co tam. Przecież prawie nikt tego nie czyta... Dobra, następna część będzie szybciej (może) bo mam na nią pewien pomysł...

środa, 23 lipca 2014

10. X-Laws kontratakuje


Ehm ohayo! miało być dziś albo jutro, a jest prawie tydzień. No cóż nie umiem liczyć. Nie wiem czy to pomoże, ale jak pisałam to słuchałam: król lew playlista . Takie info jeszcze. Autorka będzie mówiła jednak w nawiasie () żeby nie było. I jeszcze jedna prośba nie zabijacie mnie! To było potrzebne! ogólnie tytuł miał być "Morderstwo" ale ten co jest, jest równie adekwatny. I pamiętajcie! Jak umrę to nie napisze dalej!
Na dużej polanie, znajdowały się śnieżnobiałe namioty. Na każdy z nich widniało logo organizacji. Największy namiot, który stał na środku, zajmowała ogromna, metalowa „Żelazna dziewica” – narzędzie tortur. Nie wielu wiedziało, że w środku, znajduje się młoda, bo dziesięcioletnia, dziewczyna. Była tam z własnej, nieprzymuszonej woli. Mieszkała tam od pewnego czasu, kiedy to uznała, że Zeke Asakura jest największym złem, jakie istnieje na tym świecie. Zdobyła dzięki temu moc jaka nikomu się nie śniła. No, może oprócz tych którzy mają bogatą wyobraźnie i tych, którzy są od niej potężniejsi. A było kilku takich. Na przykład, jej wróg publiczny numer 1. Albo jego brat. Spokojnie można by do tego dołączyć jeszcze tą „dziwną dziewczynę, która nas zaatakowała w lesie z zaskoczenia, choć jest tylko słabą płotką.” Jak większość się domyśla, powiedział jej to znany nam psychopata, posiadający za duże okulary. Co on w zasadzie robi przez cały dzień? W tym momencie prowadzi nowych sprzymierzeńców. Wśród nich jest pewien chłopak, którego włosy wyglądają, jakby walnął je piorun, a jego godność, brzmiała jak nazwa chipsów. A był on różdżkarzem. Miał małego ducha, który wchodził do wahadełka. Brzmi znajomo? Na pewno. Lecz niech was nie zmylą pozory…

***u Hao**

Ciemno włosy chłopak skończył już wszystkie ćwiczenia, jakie zadała mu przyjaciółka. Miał jeszcze tylko przebiec pięć kilometrów. Blondynka w błękitnej koszulce i jeansach  podeszła do niego.

- Mi też się przyda trochę ruchu. Choć, im szybciej dobiegniemy, tym lepiej. Dzisiaj ja załatwiam obiad! – powiedziała i pobiegła. Hao chcąc nie chcąc, ruszył za nią. Biegli tak przez kilka minut. Niczego nieświadomi rozmawiali o… yyy polityce. Tak o polityce. Żadne z nich nie miało o niej pojęcia, więc szybko przeszli na rozmowie o florze i faunie. Kashia, dużo wiedziała na temat Polski, a Hao kilka razy w niej był. Opowiadał jej też o koralowcach, rakach, krabach, fokach i gadach, wyglądających na małe smoki. Nie rozmawiali na tematy przeszłości, żadnego z nich. Gdy on pytał się o to co robiła kiedyś, odpowiadała, że „dowie się w swoim czasie” lub „dowiesz się kiedy będziesz starszy”, po czym ten się obrażał, na krótki moment. Kiedy ona pytała go, jak to było obserwować, świat zza duszy przodka, zamykał się w sobie, a nawet płakał. Tak więc rozmawiali o naturze. O parkach narodowych i krajobrazowych. O psach i kotach. O ośmiornicach, stawonogach i małpach. Wbiegli na polanę…

- Tak, więc największą małpą człekokształtną jest… - Hao przerwał na chwilę, widzą X-Laws. – Tamten gość. – powiedział wskazują na Marco.

- No nie, znowu Wlasiacze! – zawołała dziewczyna – odczepcie się! Idźcie świrować gdzieś indziej! – krzyczała już, wściekła dziewczyna. Jak to tak, żeby wariactwo się szerzyło! – Hao idziemy! – odwróciła się na pięcie.  Nie przypadli jej do gustu ci ludzie.  Jednak ktoś chciał inaczej.

- Nie myślcie, że możecie nas znieważać, a następnie sobie iść! Wiecie ile czasu zajęło naszemu różdżkarzowi, aby was znaleźć? – pieklił się Marco

- Layserg tu jest? – zapytał cicho Hao. To z jego powodu miał największe poczucie winy. Mieli po sześć lat gdy to się stało. On zabił, a tamten stracił rodzinę. Hao nigdy nie miał rodziny. Wszyscy chcieli zabić to jego małe biedne ciało. Owszem, była tam dusza, którą chciano zabić. Ale on to co? Nie wiedzieli, że mogą po prostu odesłać ducha przodka? Gdy Hao tak rozmyślał, był dość nie obecny. Usłyszał jeszcze tylko, jak ktoś do niego krzyczy. Widział szybko lecące wahadło. Zdążył jeszcze tylko zobaczyć pomarańczowłosego szamana, wyglądający jak znany nam chłopak. Schylił się szybko, aby, no cóż, nie zostać trafionym. Jednak jego włosy nie miały tyle szczęścia. Zostały ścięte, tak, że wyglądają jak u Yoh. To… było straszne. Nikt nie ścina JEGO włosów. Tak się nie robi. Już chciał spalić ich wszystkich na popiół. Zabić na śmierć. Tak żeby Król Duchów nie poznał ich dusz. Unicestwić. Na zawsze. Jednak na pole bitwy wpadła znana im brunetka, zwana Kasumi.

- Chwili nie możecie wytrzymać bez walki?! Ja tu obiad miałam zjeść! Zjedzą mi wszystkie kurczaki! – spojrzała w stronę podmiotów głupoty – czy wy zawsze same kłopoty musicie sprawiać? I ty Crunn? Pamiętaj, że znam twoją matkę! – pokiwała złowrogo palcem w stronę pomarańczowłosego. – Przy okazji. Brawo, że zapamiętałaś jak wołać o pomoc – tym razem spojrzała na Kashię – punkt dla ciebie. Niektórzy nie umią. – przewróciła oczami <a kogo?> (won stąd! ). Bojownicy o pokój ruszyli do ataku. Wypuścili Archanioły wprost na brunetkę. Ta tylko wytworzyła jednym ruchem ręki ognistą tarczę. Wkurzony Marco zawołał, mając nadzieje ją rozproszyć.

- Ha! Jesteś kolejną, nic nie wartą, uczennicą Zeke Asakury! Nikt inny nie mógł cię tego nauczyć!

- Ooo i tu się myślisz. Myślisz, że ten głupek dałby radę coś takiego zrobić? Uczyliśmy się razem, ale jemu tylko wybuchające płomienie i kule ognia, w głowie. Nigdy nie uważał na lekcjach dziadka. – uśmiechała się pod nosem. Nie było wiadomo, czy dlatego, że się rozmarzyła, czy też z powodu zdezorientowanych wrogów. A ich zdziwienie było dość spore. Naraz słychać było pisk przerażenia zza krzaków. Kasumi po rozgromieniu przeciwników, podeszła do  zarośli i podniosła, jedną ręką za głowę, zlęknionego Mortiego. Wzniosła ku górze oczy i ruszyła do obozu. Usłyszała jeszcze tylko „smacznego!” od dwójki nastolatków. Uśmiechnięta, ruszyła do ugrupowania (serio to jest najnormalniejszy synonim.). A Kashia i zrozpaczony Hao (no bo przecież teraz w ogóle wygląda jak Yoh) ruszyli do miejsca, gdzie mieszkali. Dziewczyna ruszyła do miasta, aby zakupić noodle z pobliskiej budki. Poszła również do sklepu i kupiła trochę rzeczy. W „domu” Hao poruszył ważną kwestie.

- Skąd ty w ogóle bierzesz kasę? No bo przecież nie rośnie na drzewach, a nie miałaś przy sobie wiele, a przynajmniej tak myślałaś. – powiedziała z miną skruszonego stworzonka.

- Po pierwsze: nie czytaj mi w myślach. Po drugie: racja pieniądze na drzewach nie rosną, ale co trzy godziny, 350 jenów* pojawia się w tym dole, o tam – wskazała pod drzewo.

- Aaa ja myślałem, że mam po prostu farta, że tyle kasy znalazłem. Ale skąd ona się tam bierze?

- Nie mam pojęcia, ale przynajmniej mamy na jedzenie. – chłopak jej przytaknął. I zaczęli jeść.

***w obozie Kasumi***

Morty się obudził. Zobaczył kawałki upieczonego kurczaka, które zaczął jeść. Nagle weszła jego mentorka. Przestraszył się. „Czy ona naprawdę jest związana z Zekem? Tylko jak?”

- Zapewne należą ci się pewne wyjaśnienia. O tuż tak. Jestem Kasumi Asakura. Urodziłam się po raz pierwszy 1000 lat z kawałkiem. Miałam kochanego braciszka o imieniu Zeke, którego zresztą zabiłam. A teraz, proszę ja ciebie, czemu mnie śledziłeś. – Morty próbował sobie wszystko przypomnieć. Szedł za nią, bo przecież zerwała się nagle i gdzieś pobiegła. No to on za nią. Zobaczył Yoh w porwanym ubraniu obok jakiejś dziewczyny. Walczyli z X-Laws. Później Kasumi ich pokonała. No i sobie poszła. Może to nie był Yoh? Nie miał na sobie słuchawek! Nie mógł to być Hao, który nie żyje, a poza tym ma długie włosy!

- Dobra twoje myśli powiedziały mi wszystko. Nie pytaj kim był tamten gość. Tajemnica zawodowa. A teraz jedz i idziemy na wielką integracje! Taa a później możesz iść po swoje rzeczy, ale nie wolno ci z nikim rozmawiać. – powiedziała stanowczo, odwróciła się na pięcie i wyszła.

* 350 jenów to około 11 złotych.
I taka ciekawostka. Jak pisałam "...który nie żyje..." akurat słuchałam "Jeden głos" z Król Lew2. i dokładnie wtedy leciało: żyje ładnych parę lat... i pomarańczowłosy ma nazywa się Crunn Chip to y ja  kończę zapewne coś nowego będzie za jakieś dwa tygodnie. ( to znaczy ja będę wtedy dopiero w domu ==). więc po powrocie dostaniecie pierwszą część "uczeń Haoksiężnika" i tam nie będzie niczyjej śmierci (chyba ==)
Hao: Mam nadzieje! Zabiłaś mi włosy!
Yoh: Braciszku! Wyglądasz jeszcze bardziej jak ja!
Teraz chyba nikt ich nie rozróżni -,-

niedziela, 18 maja 2014

5 Walka i wątpliwość

Ohayo! Cóż najpierw chcę bardzo podziękować Spokoyoh za to że napisała komentarz. Bardzo dłuugi komentarz (jak go zobaczyła to się popłakała ze szczęścia-dop. hao)  Twój komentarz bardzo mnie ucieszył. Postarałam się zrobić przecinki. Sama oceń jak mi poszło. Osobiście uważam że tragicznie, bo nie umiałam się do tego wziąć. więc... niech stanie się notka:


Z nastaniem ranka Hao wstał i odszedł nie zważając na ponury wzrok Kashi. Przeszedł spory kawałek więc postanowił odpocząć pod drzewem. Ostatnio całe foryoku zużywa na samoleczenie się. Nie wiedział, że kawałek dalej w krzakach obserwuje go jego szamańska koleżanka, która naprawdę nie wiedziała po co to robi.
*** *** ***

Młodszy syn Mikihisy  siedział w barze i jadł cheeseburgera  z kolegami. Nagle bardzo się zaniepokoił. Było to bardzo dziwne uczucie i w dodatku nie przyjemne. Spróbował nie zwracać na nie uwagi. W pewnym momencie wstał i usiadł. Horo Horo spojrzał na niego dziwnie. Martwił się o przyjaciela. Ostatniej nocy mało spał i w dodatku nie dojadł wczoraj kolacji. A biedny Rio się postarał. Bidulek nie spał przez całą noc czytając książki kucharskie. Jednak dziś ma być coś dobrego na kolacje. Zawsze jego jedzenie jest pyszne, ale w nocy wspominał coś o 20 daniach i 3 warstwowym torcie.
- Halo! Lodowy szajbusie?! Ziemia do ciebie! Jak zaraz się nie ruszymy to będziemy bardziej niż zabici!- zawołał Len do zamyślonego szamana. Ten, gdy tylko to usłyszał, zaraz pobiegł odwdzięczyć się za te „miłe” słowa. Całą gromadką pobiegli więc na maraton dookoła Tokio. Yoh jednak zachowywał się normalnie, ale tylko na pierwszy rzut oka. Próbował ukryć przed przyjaciółmi swój smutek. Wiedział że nie zrozumieją jego bólu, ponieważ uważali go za bohatera i nie chcieliby, aby był smutny. Jednak on się obwiniał. Len i Choco choć zabijali, to jednak się zmienili. Nie mógł tego powiedzieć o sobie. W końcu był mordercą i to własnego brata. Nie próbował go zrozumieć, ani nawet wysłuchać. Wszystko działo się tak szybko. Kiedy został uwięziony w tej złotej klatce, przez X-Laws, myślał, że może naprawdę mu na nim zależy. Teraz w dodatku kiedy dowiedział się, że Hao był opętany przez przodka, nie potrafił sobie tym bardziej wybaczyć. Był głupi i arogancki. Ile on by dał za to, aby móc się cofnąć w czasie i mu pomóc. Albo choćby opatrzyć. Teraz było już za późno. „A może jednak nie? To nie jest niemożliwe!” usłyszał dźwięczny głos w swojej głowie. Brzmiał znajomo, ale nie wiedział kiedy go ostatnio słyszał. Rozmyślając nad tym i nad innymi rzeczami, dotarł do domu. Nie mógł się doczekać tej wielkiej kolacji od Rio. Nie wiedział jednak, że przez ten cały czas przyglądał mu się pewien kot.

Chłopak spał. Tak po prostu. Ja jednak musiałam go pilnować. Czułam że to ważne. Usłyszałam czyjeś głosy. I właśnie wtedy w mojej głowie rozległ się dziewczęcy głos: „Zabierz chłopaka z polany jeśli chcesz, żeby żył. Zaraz wejdzie tu grupa pacanów, którzy chcą go zabić. Pośpiesz się.” Natychmiast wykonałam czynność o którą prosił głos. Kiedy podchodziłam już do niego, z lasu wyszła grupa ludzi. Byli w białych uniformach z napisem…yyy… awls? Wlas? Laws? Pojęcia nie mam. Gdy zobaczyli kto leży pod drzewem, gościu w za dużych okularach, uśmiechnął się. Wyjął pistolet i dopiero mnie zauważył. Ja uśmiechnęłam się i rzekłam:

- Czy mógłby się pan odsunąć? Światło mi pan zasłania. - zdziwił się, ale powiedział

- Czy ty masz pojęcie do kogo mówisz i kogo bronisz? To morderca! – teraz ja byłam zdziwiona.

-Czy ja kogoś bronię? Powiedziałam że mi zasłaniasz słońce! –gdy rozmawialiśmy, zauważyłam że do chłopaka podchodzi kot. Naraz odezwała się wielkolud z krótkimi włosami.

- Przecież to Hao Asakura! Jeśli nie jesteś przeciwko jemu, to jesteś z nim!

- Aroganci. Nie zauważacie kilku rzeczy. Tu go nie ma!- odezwała się dziewczyna z długimi włosami która stała za mną, więc jej nie zauważyłam wcześniej. Odwróciłam się i przerażona spostrzegłam że chłopaka nie ma. Nie wierzyłam że to Hao, ponieważ nie pasował do ogólnego wyobrażenia o nim. Jednak to co zdarzyło się w Gwiezdnym Sanktuarium… to naprawdę mógł być on!

Nie zmieniało to faktu że nie wiedziałam gdzie on jest. Usłyszałam jednak znowu w myślach. „nie martw się. On jest bezpieczny. Jutro rano pojawi się pod twoim szałasem.” Wlasiacze jednak usłyszeli tylko:

- Jesteście tak głupi i nie rozsądni, że aż przechodzi to moje pojęcie. A jest ono naprawdę duże!

- Głupia małolato! Jeżeli obrażasz X-Laws, to obrażasz też sprawiedliwość! Walcz jeżeli potrafisz!- dziewczę odwróciło się ze złowrogim wzrokiem. Zgięło palce w pięść i szybko rozprostowała. Dziwacy polecieli w las. Blondyn walnął w drzewo i zemdlał. Dziewczyna odeszła mówiąc:

- I jeszcze jedno Kashia. Jak byś mnie szukała to głośno zawołaj w myślach „Kasumi!!!” i myśl o tym co widzisz. Miło by było gdybyś pomyślała co jest twoim zagrożeniem- i jeszcze mruknęła pod nosem – Kolejna osoba do pilnowania. Żądam stanowczej podwyżki. KiD idziemy! – i bladoniebieska kulka poleciała za nią. Kiedy wyrzucała cudaków w powietrze nie potrzebowała wykonywać kontroli ducha. To było naprawdę podejrzane.
Udało się! Półtora strony! Mój rekord! Mogłoby być częściej lub dłużej ale... weny brak. Nie długo dojdę do tego fajnego momentu kiedy to powiem "no zakładam nowego bloga na którym będzie napisane więcej o historii kasumi" ale najpierw musi się wydarzyć sporo rzeczy no i jeszcze trzeba annę wkurzyć i przyczepę posadzić... no już zakaz spojlerów. A jak Hao się wygadasz "bardzo groźny look w stronę Hao" to naprawdę... zostaniesz zamknięty pod łóżkiem.